Syn legendy może więcej

jccJulio Cesar Chavez Jr. nie będzie się nawet wysilał i podczas piątkowego ważenia przed pojedynkiem z Brianem Verą nie wniesie na wagę umówionych 168 funtów. Nie musi. Ma przecież bogatego promotora i słynne w całym Meksyku nazwisko.

Sytuacja wygląda następująco: Chavez i Vera mieli zmierzyć się w limicie 168 funtów. Dla Very to pierwsza „wycieczka” do kategorii superśredniej, ale obóz Meksykanina nalegał, bo Julio wracał po dłuższej przerwie, a jego problemy nadwagą były powszechnie znane. Podpisano więc kontrakt na 168 funtów. Ale na trzy dni przed ważeniem Chavez Sr. powiedział, że syn jednak nie zmieści się w limicie i walka odbędzie się w limicie 173 funtów. Bob Arum (promotor Chaveza) nabrał wody w usta i wydukał coś o porozumieniu między obozami.  Fani boksu, nie zdziwcie się więc jeśli za chwilę okaże się, że Vera został dodatkowo opłacony, aby tylko zgodzić się na walkę z ociężałym Chavezem.

To wszystko wydaje się nawet śmieszne, gdyby nie było tak smutne. Oto najbardziej rozpieszczone dziecko boksu zawodowego, syn legendy, Julio Cesar Chavez Jr, nie musi przestrzegać żadnych reguł. Nie trzymałeś się diety, nie zrobisz wagi? Nie ma problemu! Co więcej, całą sytuację milcząco aprobuje telewizja HBO, która od dawna transmituje wszystkie pojedynki Juniora, choćby ten bił się z kierowcą taksówki. Nazwisko Chavez wciąż bowiem sprawia, że słupki oglądalności rosną.

Lista przewin Chaveza stale się wydłuża. Najpierw nie musiał się nawet fatygować, żeby zostać mistrzem, bo federacja WBC wielkodusznie mu ten pas wręczyła (odbierając go Sergio Martinezowi,  pełnoprawnemu królowi kategorii średniej). Później – za pośrednictwem telewizji HBO – cały świat zobaczył jak kompletnie zlekceważył przygotowania do walki z Martinezem: opuszczał treningi, objadał się itp. Na domiar złego testy wykazały, że podczas obozu przygotowawczego palił trawę.

Szkoda, że na wszystkim tracą fani boksu. Nie tak powinny wyglądać pojedynki transmitowane przez ekskluzywną telewizję jaką jest HBO. Jedyną nadzieją na sprawiedliwość będzie postawa Briana Very. Jest doświadczonym bokserem i jeśli nie przytłoczy go waga Chaveza, może pokusić się o wygraną. I tego mu życzymy!

TT

Reklamy

Gra o tron

Waga średnia jest w przededniu poważnej zawieruchy. Ze Wschodu nadeszła nowa siła i jeśli dziś w nocy Matthew Macklin nie będzie w stanie zatrzymać  Giennadija Gołowkina, to możemy być wkrótce świadkami brutalnej zmiany warty.

tron

fot. flickr.com by wickerfurniture/CC

Wszelkie wielkie zmiany nadciągały zwykle ze Wschodu. Ambitni mieszkańcy azjatyckich stepów od wieków wyprawiali się na Zachód w poszukiwaniu sławy i pieniędzy. Obalali królestwa, a monarchów zmieniali w niewolników. W roku Pańskim 2013 waga średnia żyje w strachu przed kolejną nawałą.

Królestwo Wagi Średniej chyli się ku upadkowi. Panowanie Sergio Martineza jest zagrożone. Króla dopadły lata i urazy. Monarszy autorytet mocno ucierpiał, kiedy w ostatnim pojedynku pospolity wyrobnik o stylu drwala (Martin Murray) dwukrotnie powalił panującego na ziemię. W powietrzu czuć już zapach krwi. Król jest w stanie stoczyć jeszcze jedną, dwie walki i odejdzie albo zostanie pokonany. Czekają nas bezkrólewie    i walka o władzę. Tron otaczają liczni pretendenci, każdy dostatecznie silny, żeby wykroić dla siebie część królestwa, ale żaden nie ma dość autorytetu by utrzymać hegemonię w Wadze Średniej.

W kolejce do jednowładztwa jest solidny, ale znany jedynie na Antypodach Daniel Geale.  Z kolei niegodny korony uzurpator Julio Cesar Chavez jr. po hańbiącej próbie zdetronizowania króla we wrześniu ubiegłego roku wciąż pozostaje na wygnaniu. Młodsi kandydaci: Peter Quilllin, Matthew Macklin nie mają ani poparcia, ani charyzmy na miarę monarchów. Jeśli wszyscy skoczą sobie do gardeł czeka nas brutalna walką o schedę. Tymczasem chaos jest ostatnią rzeczą jakiej oczekuje publiczność. Waga Średnia, jak dawniej, musi mieć jednego władcę, kogoś kto powściągnie walczące rody i przywróci autorytet władzy. Tak było kiedy panował Marvin Hagler, czy Bernard Hopkins.

Ten, który wydaje się być godnym objęcia władzy po Martinezie do niedawna nie zwracał niczyjej uwagi. Choć Giennadij Gołowkin nie wywodzi się ze szlachetnego rodu, to  w odległych azjatyckich stepach zdobył już sławę zabijaki o wybitnych umiejętnościach. Kiedy podjął decyzję, że chce pochwycić koronę, porzucił rodzinne strony i przeprawił się przez Ocean. Po drodze zupełnie rozbił mniej znaczących oponentów: Grzegorza Proksę i Gabriela Rosado. Dziś w nocy rękawice rzucił mu twardy Matthew Macklin. Jeśli on również nie powstrzyma azjatyckiej nawałnicy, nikt nie będzie bezpieczny.

Gołowkin nie ukrywa, że interesuje go tylko najwyższy cel. Dlatego w pierwszej kolejności zechce pozbyć się najgroźniejszych rywali do tronu. Sergio Martinez ma już niewiele czasu. Musi podjąć decyzję, czy bronić korony w bezpośredniej walce, czy abdykować na rzecz najsilniejszego.

TT

5 bokserskich hitów, które trzeba zobaczyć w 2013 roku

Bokserskie hity są jak hollywoodzkie kino, bo choć kręcimy nosem, że więcej tu show businessu niż sportu, to i tak je oglądamy. Schowajmy jednak artystyczne ambicje do kieszeni i zobaczmy pięć najbardziej oczekiwanych pojedynków 2013 roku.

1. Floyd Mayweather Jr. vs. Saul Alvarez

Fot. Strona oficjalna Canelo, http://www.saulcaneloalvarez.com/

Fot. Strona oficjalna Canelo, http://www.saulcaneloalvarez.com/

Starcie młodej meksykańskiej gwiazdy z królem pay per view to potencjalnie największy pojedynek, na jaki stać zawodowy boks. Oczekujemy go tym bardziej, że jego prawdopodobieństwo (ze względu na to, że Floyd jest de facto zawodnikiem Golden Boy Promotions) jest duże. Nim do tego jednak dojdzie, Canelo i Floyd stoczą po jednej walce w maju       z nieznanymi jeszcze przeciwnikami. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, obaj powinni zmierzyć się w weekend meksykańskiego święta niepodległości, czyli w połowie września 2013 roku. Stawka może być naprawdę wysoka: zwycięzca stanie się z miejsca zunifikowanym mistrzem kategorii junior średniej (Canelo jest posiadaczem pasa WBC, Floyd WBA). W kategoriach biznesowych ten pojedynek jest skazany na powtórzenie finansowego sukcesu gali Mayweather vs. Cotto z 5 maja 2012 r. (czyli 1,5 mln sprzedanych PPV).

2. Manny Pacquiao vs. Juan Manuel Marquez V

Kiedy 8 grudnia widziałem, jak Manny Pacquiao pada bez życia na deski, do głowy mi nie przyszło, że ktoś mógłby nawet myśleć o kolejnym starciu. Tymczasem nie minęło kilka dni i Pacquiao vs. Marquez V stał się jednym z najbardziej oczekiwanych pojedynków 2013 roku. O tym, dlaczego ta walka jest potrzebna zarówno Filipińczykowi, jak i Meksykaninowi, pisaliśmy tutaj. Pojawiają się co prawda informacje, że Marquez nosi się z zamiarem zakończenia kariery, ale nie z nami te numery. Jeszcze nie widziałem, żeby jakikolwiek pięściarz zrezygnował z wypłaty rzędu 15 milionów dolarów.

Kadry z Pacquiao - Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Kadry z Pacquiao – Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Starcia pięściarzy o tak dramatycznej wspólnej historii to właściwie samograj i jego finansowy sukces wydaje się przesądzony. Bo w końcu kto nie chce poznać odpowiedzi na pytania: czy Pacquiao rzeczywiście jest skończony, czy Marquez potwierdzi, że jest lepszy, a może w poprzednim pojedynku miał tylko szczęście? Podsumowując: Pacquiao vs. Marquez V to absolutny hit bokserskiej jesieni 2013.

3. Wtalij Kliczko vs. David Haye

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że umieszczanie wśród najbardziej oczekiwanych walk 2013 roku starcia z udziałem wygadanego Brytyjczyka, który skompromitował się w starciu z Władimirem,           a potem nadąsany ogłosił swoją emeryturę, jest po prostu niepoważne. Ale przeanalizujmy sytuację na spokojnie. Witalij Kliczko jest jedną nogą na emeryturze, pozostała mu ta jedna, ostatnia walka. Człowiek, który w 2003 roku zdetronizował Lennoxa Lewisa, musi pożegnać się z ringiem w wyjątkowy sposób. A jedynym przeciwnikiem, który jest w stanie zbudować historię tego pojedynku, jest Haye. Po pierwsze: Witalij wciąż ma ochotę odpłacić mu za prowokacje sprzed walki z Władimirem, a szczególnie za słynną koszulkę z pourywanymi głowami braci. Po drugie: latem tego roku Haye znokautował Dereka Chisorę, z którym Witalij męczył się 12 rund. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na zakończenie kariery niż konferencja prasowa po znokautowaniu Anglika.

4. Sergio Martinez vs. Julio Cesar Chavez II

To pojedynek, wobec którego mamy najwięcej wątpliwości. Mówiąc wprost: Chavez Jr. na niego nie zasłużył. Nie dość, że walczył słabo, to na dodatek był spalony! Problem polega na tym, że na horyzoncie nie widać dobrego przeciwnika dla Sergio Martineza. Każdy kibic boksu na pewno chętnie obejrzałby starcie Martinez vs. Alvarez albo Martinez vs. Mayweather Jr., ale szanse na zmaterializowanie się tych pojedynków są w 2013 roku bliskie zeru. Biorąc pod uwagę, że ktoś będzie w stanie zmusić Chaveza do treningów i ciężkiej pracy, to stoczy on późną wiosną pojedynek rozgrzewkowy. Jeśli znów się nie skompromituje, to można poważnie myśleć o rewanżu. Choć ze sportowego punktu widzenia nie ma to większego sensu, to biznesowo ta walka musi się sprzedać. A jeśli są w tym pieniądze, to jest w tym sens …

5. Nonito Donaire vs. Abner Mares

W kategorii do 122 funtów, ten pojedynek to absolutny hit. Na szali byłyby pasy: WBC i WBO. Zarówno Donaire, jak i Mares są u szczytu możliwości i w ciągu ostatnich dwóch lat pokonali dosłownie wszystkich czołowych zawodników w swojej wadze. Publika za Oceanem chce tej walki, tym bardziej, że byłby to kolejny rozdział w trwającej wojnie meksykańsko – filipińskiej. Jest jednak duże „ale”. Donaire to zawodnik Top Rank, Mares należy do Golden Boy Promotions. W epoce zimnej wojny między tymi promotorami, szanse na zorganizowanie wspólnego pojedynku maleją do zera. Donaire straci w tej sytuacji najmniej, on może zawsze zmierzyć się z Guillermo Rigondeaux (też Top Rank). Szkoda tylko, że przez głupotę Aruma i de la Hoi, kibice boksu nie obejrzą świetnego pojedynku.

P.S. Niedługo P.M. przedstawi bokserskie „kino niszowe”, czyli listę pojedynków, na które zacierają ręce tylko najbardziej wybredni kibice pięściarstwa.

TT

Powrót króla

Sergio Martinez odzyskał to co do niego należało – pas WBC w kategorii średniej. Julio Cesar Chavez Jr. udowodnił, że porównania do jego wielkiego ojca są nieuprawnione.

– Król wagi średniej Fot. flickr.com /CC SportsAngle.com

Wciąż zastanawiam się, czy Sergio Martinez jest aż tak dobry, czy młody Chavez był tak słaby. Choć w sobotnią noc spodziewaliśmy się zaciętego pojedynku i wyrównanej walki, to starcie na szczycie wagi średniej wyglądało raczej jakby dorosły mężczyzna walczył z małym chłopcem. Trudno uwierzyć, że ten „dorosły mężczyzna” w rzeczywistości był mniejszy i dużo lżejszy.

Starcie Martineza z Chavezem Jr. było do bólu jednostronne. Genialne przygotowany pod względem kondycyjnym Argentyńczyk nie tylko walczył w wysokim tempie, ale przez 11 rund tańczył wokół Chaveza. Jego nogi były cały czas w ruchu. Z taktycznego punktu widzenia również nie można mu nic zarzucić: Maravilla  był tej nocy nieuchwytnym celem  i bez problemu „wyboksował” młodego Chaveza.

Nie dajmy się zwieść końcowym 3 minutom. Choć Argentyńczyk w ostatniej rudzie wydawał się na granicy nokautu, nie klinczował, nie próbował kupić sobie czasu                 i przetrwać. Świadczy o nim lepiej niż poprzednich 11 rund. Jak na mistrza wagi średniej przystało, postawił swoją koronę na szali i poszedł na wymianę z silniejszym przeciwnikiem. Teraz ma czyste sumienie – nikt nie może mu nic zarzucić. Ten wyczyn stał się jeszcze większy kiedy dowiedzieliśmy się, że od czwartego starcia boksował ze złamaną lewą ręką, a walkę ukończył z naderwanym więzadłem w kolanie.

Martinez zasługuje na miano wybryku natury. Zaczął boksować dopiero w wieku 20 lat. Wcześniej wolał jeździć na rowerze czy kopać piłkę. Trudno uwierzyć, że ktoś, kto dziś jest jednym z trzech najlepszych pięściarzy na świecie jeszcze pięć lat temu bił się za grosze w malutkich salach w Madrycie z przeciwnikami typu C. Teraz jest na szczycie.

***

Najbardziej dziwi jednak postawa Chaveza Jr. Dlaczego był z siebie tak zadowolony? Po walce uśmiechał się od ucha do ucha. Meksykanin nie zasłużył na oklaski. Przez 11 rund nie robił nic by wygrać. Czekał i patrzył jak lewy prosty Martineza deformuje mu nos. Po walce w wywiadzie dla HBO powiedział, że udowodnił, że „jest na tym samym poziomie co Martinez”. To bzdura. Udowodnił tylko jedno, że niesłusznie obawia się porównań ze swoim wielkim ojcem. Chavez senior był jednak wojownikiem.

TT