Wach vs. Kliczko, czyli kłamstwo ma krótkie nogi

Młodość, wzrost, waga, zasięg. Wczoraj na ringu w Hamburgu Mariusz Wach miał te wszystkie atuty po swojej stronie. Dlaczego więc, przegrał tak zdecydowanie?

Władimir łatwo obronił swoje pasy. fot. flckr.com: danepstein/CC

Tylko raz pod koniec 5 rundy Polak trafił Ukraińca mocnym prawym i przez ostatnich 15 sekund rundy zasypał go lawiną ciosów. Przez pozostałe 12 rund Władimir Kliczko ani przez chwilę nie był zagrożony i pewnie zwyciężył na punkty. To była prawdziwa lekcja boksu. Nie tylko dla Vikinga, ale przede wszystkim dla nas. Walka Kliczko – Wach jeszcze raz udowodniła, że takie atuty jak przewaga wzrostu, wagi, czy większy zasięg, są oczywiście przydatne, ale nie znaczą nic, gdy do głosu dochodzą umiejętności.

Wczorajszy pojedynek był starciem bokserów, których dzieli kilka klas. Szybkość, celność, praca nóg wszystko to co w boksie najważniejsze, stało po stronie mistrza. Na nic zdały się  4 centymetry wzrostu przewagi, nie pomogły też 2 dodatkowe kilogramy. Wach był po prostu wooooooooooolny. Jego prawy sierpowy, który miał być dla Kliczko śmiertelnym zagrożeniem, był sygnalizowany, a Władimir miał całe wieki aby przygotować obronę i obmyśleć kontrę.

Jak Wach wypadł w zestawieniu z innymi Polakami, którzy mierzyli się z Ukraińskimi braćmi? Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że jako jedyny przetrwał całe 12 rund. Choć gdyby nie swoje wyjątkowe warunki fizyczne, to pewnie po którymś z potężnych prawych padłby na deski.

Podsumowując: Mariusz Wach bardzo się wczoraj starał. Pokazał, że potrafi przyjąć cios najmocniej bijącego zawodnika wagi ciężkiej. Ale niespodzianki sprawić nie mógł. Zrobił dokładnie tyle, na ile pozwalały mu umiejętności i doświadczenie, czyli niewiele. Sport nie zawsze bywa sprawiedliwy, ale boks to dyscyplina, w której kłamstwo prędzej czy później wychodzi na jaw. Wczoraj, nie licząc tych słynnych już 15 sekund, po 36 minutach walki, okazało się, że ktoś nas okłamywał.

TT

Kliczko vs. Wach. Czyli kto potrafi sypnąć z prawej…

Mariusz Wach zmierzy się 10 listopada na stadionie w Hamburgu z Władimirem Kliczką. To dobra decyzja – przede wszystkim dla ukraińskiego czempiona.

Z jednej strony cieszymy się, że znowu Polak stanie przed szansą wywalczenia mistrzostwa świata w wadze ciężkiej, z drugiej trudno robić sobie nadzieję na przełamanie dominacji Kliczków. Mówiąc wprost Mariusz Wach jest na prostej drodze by podzielić los Alberta Sosnowskiego i Tomasza Adamka.

Wybór Wacha na następnego oponenta Władimira nie powinien być zaskoczeniem. Ukraińscy bracia i ich menadżer szukają przeciwników, którzy będą atrakcyjni dla europejskich kibiców. Stąd walki z takimi „pomidorami” jak Jean – Marc Mormeck albo Manuel Charr. Tysiące polskich fanów, których przyciągnie nazwisko rodaka, na pewno zadziałało na korzyść kandydatury zawodnika z Krakowa. Poza tym Kliczkowie już dawno przestali przejmować się Ameryką. Ich wspólne panowanie w wadze ciężkiej to de facto środkowy palec pokazany ekspertom, promotorom i stacjom telewizyjnym zza oceanu, którym w głowie nie mieścił się fakt, że mistrz świata w wadze ciężkiej może boksować    (i co ważniejsze zarabiać) poza USA.

Zaskakujące są głosy polskich ekspertów, że Wach to trudna przeprawa dla Kliczki, że jest większy, że Mariusz ma moc w prawej ręce itd. Jeśli chodzi o wymiary, to rzeczywiście: zawodnik z Krakowa dorównuje, a nawet przewyższa ukraińskiego czempiona (wzrost: Kliczko – 198 cm; Wach – 202 cm, waga (ostatnia walka): Kliczko – 113 kg, Wach – 112 kg; zasięg ramion: Kliczko – 206 cm, Wach – 208 cm). Nadzieje polskich ekspertów wiążą się z faktem, że kiedy dwaj olbrzymi staną twarzą w twarz, to Władimir po raz pierwszy będzie musiał patrzeć w górę. Wach będzie najwyższym przeciwnikiem w dotychczasowej karierze Ukraińca.

Doświadczenia ringowego i klasy dotychczasowych oponentów obu bokserów nawet nie ma co porównywać. Dość powiedzieć, że największym osiągnięciem w karierze Wacha było znokautowanie Tye Fieldsa, a Władimir ostatnią walkę przegrał w 2004 roku – wtedy Wach był jeszcze amatorem. Parę dni temu trener m.in. Pawła Głażewskiego, Piotr Pożyczka powiedział, że „jak Mariusz sypnie prawą ręką, to mogą być jaja”. Gorące głowy, które już widzą Kliczkę wijącego się po ringu, powinny uważnie przeczytać to co powiedział niedawny przeciwnik Wacha, Jason Gavern: „Mariusz ma dobry lewy prosty      i świetnie potrafi wykorzystać swój zasięg ramion, jednak nie ma ani trochę pary w rękach. Nie potrafi mocno przyłożyć”. Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć dewastującą siłę prawej ręki Władimira można zobaczyć tutaj albo tutaj. Choć może lepiej poczekać do 10 listopada.

TT