Ciszej nad tą Szpilką

To będzie krótki post. Drażni mnie Artur Szpilka. Drażni mnie jego promotor, który ze wszystkich dostępnych metod promocji swojego boksera wybrał tę najmniej poważną. Drażnią mnie media, dla których Szpilka jest tak interesującą postacią.

Ten gość na pewno ma talent, tego odmówić mu nie można i nawet nie próbuję tego robić. Wystarczy spojrzeć na jego osiągnięcia w boksie amatorskim. Ale to za mało, by robić ze Szpilki gwiazdę. „GW” upatrzyła sobie go chyba jako tego, który ma być twarzą boksu. Niegrzecznym chłopcem, który wraca z pierdla po to, by nokautować kolejnych ciężkich. Drażni mnie to bardzo.

Bo Szpilka jako bokser zawodowy naprawdę wiele nie pokazał. W walce, do której nie doszło, bo Szpilkę z ważenia zgarnęła władza, stawiałbym mimo wszystko na Bartnika, nie Szpilkę. Po opuszczeniu zakładu Szpilka bił się z kelnerami. Taki Bazyliszek przecież nie potrafił nawet poprawnie zadać ciosu. A jak już go zadawał, to tak wolno, że w tzw. międzyczasie, można było śmiało wypić piwo, tyle to trwało. Jedyny bokser, który boksować nawet potrafił, ale dawno za sobą miał dobre lata, dał Szpilce cały dystans i przestawił mu szczękę.

Jeszcze jednej rzeczy nie mogę Szpilce odmówić. Ambicji. Facet z pewnością chce więcej i więcej – i nie mówię tutaj o pieniądzach, a bardziej o amibcji czysto sportowej. Narzeka, że promotor sprowadza mu leszczy zamiast bokserów. Po części ma rację. Ale tylko po części, bo – jak pokazała walka z McCline’em – Szpilka chyba na wyjadaczy po prostu gotowy nie jest. Po każdej walce tłumaczy, że zawiódł trenera, bo nie zrealizował tego, co obaj sobie zakładali. Szpilka stoi w rozkroku. Dolary przeciw orzechom, że w ważnej walce bokser z Wieliczki po prostu spaliłby się psychicznie.

Szpilką w balonik
Fot. flickr.com / justmakeit / CC BY-NC 2.0

I tutaj kolejna rzecz, która mnie drażni: ataki Szpilki na Tomasza Adamka. Naprawdę, jeśli chodzi o sport, o boks, to Szpilka jest przy Adamku tym, kim chłopak z Pisy Barczewo przy Rooney’u. Mógłby po prostu wiele się od niego nauczyć. Zamiast jednak myśleć o nauce Szpilka Adamkowi stara się za każdym razem dogryźć. Używa przy tym zwrotów, które nie przystoją dorosłemu mężczyźnie, a i gimnazjalista powinien źle się sam ze sobą czuć przy okazji takich wypowiedzi. Nie będę cytować, bo staram się trzymać poziom – mimo wszystko.

Chciałbym zobaczyć Szpilkę z technicznie niezłym bokserem. W ciemno stawiam na porażkę pana Artura, może nawet przed czasem. O walce z Adamkiem nawet nie będę mówił, bo – jak mówi ten ostatni – na walkę trzeba sobie zasłużyć. Myślę, że nawet Bobby Gun zasługiwał na nią bardziej, gdy ją dostawał, niż Szpilka teraz. Na argument, że taką walkę chcieliby zobaczyć kibice, od razu odpowiadam, że to nie kibice, a pikniki.

Aha, Szpilka mówi jeszcze, że Adamek w walce z młodszym Kliczką wyszedłby tylko po wypłatę. Prawdopodobnie ma rację, ale co innego mnie tu zastanawia – argumentacja młodego ciężkiego. Adamek niby nie ma szans, bo obija kelnerów. Swoje szanse natomiast Szpilka widzi (w perspektywie paru lat), chociaż nawet z tym obijaniem tu średnio, bo kelner to za duże słowo na określenie jego rywali.

PS. Trochę głupio wyszło, ale z powyższym zgadza się cały skład lnl.

PM

Reklamy

Na luzie – tak mówi Riddick Bowe

Fot: Christian Sahm /cc

Czy dziś jest bokser, który mógłby wygrać z którymś z braci Kliczko?

Riddick Bowe: „Oczywiście. Ja”.
(„Newsweek Polska” 30/2012)

Dobrze znany polskim kibicom Riddick Bowe nie daje o sobie zapomnieć. Nie dość, że wkrótce po raz trzeci spotka się z Andrzejem Gołotą (tym razem podczas walki w klatce), to wciąż zgłasza pretensje do tytułów mistrzowskich. Bowe to były członek US Marine i choć w korpusie spędził całe 11 dni, to nie rzuca słów na wiatr. Pięściarz w rozmowie z „Newsweekiem” zapewnia, że jest w świetnej formie i biega po kilkanaście kilometrów dziennie. To dobra wiadomość dla boksu. „Big Daddy” wyraźnie liczy na element zaskoczenia – uśpił czujność rywali, aby teraz przejść do natarcia. W ciągu ostatnich ośmiu lat stoczył aż trzy walki. Jego najgroźniejszym rywalem był Marcus Rhode, legitymujący się imponującym bilansem 35 – 45 – 2. Przed walką Bowe wniósł na wagę rekordowe 127 kilogramów. Póki co obóz braci Kliczków nie odniósł się do słów pierwszego człowieka, który znokautował Evandera Holyfielda.

TT