Na luzie: liczby Gołowkina

golovkinTransmisja z walki Gołowkin vs Stevens przyciągnęła 1,4 mln widzów  – podała amerykańska telewizja HBO. Kazach staje się więc coraz mocniejszą kartą w talii jaką dysponują włodarze tej stacji.

1,4 mln osób zdecydowało się oglądać pojedynek Gołowkina ze Stevensem. To widownia o prawie 30 proc. większa niż podczas poprzedniej walki Kazacha (29 czerwca z Matthew Macklinem, której pisaliśmy tutaj).

Oznacza to, że Gołowkin vs. Stevens była trzecią najchętniej oglądaną galą organizowaną przez HBO. Pierwsze miejsce zajmuje pojedynek Cotto vs. Rodriguez (1,5 mln), a drugie Chavez Jr. vs. Vera (1,46 mln).

Te liczby wydają się zbawieniem dla HBO, która w ciągu ostatnich 12 miesięcy ponosiła same porażki (utracili na rzecz wielkiego rywala Showtime nie tylko Floyda Mayweathera, ale wszystkich bokserów związanych z Golden Boy Promotions). Rosnące wskaźniki Gołowkina to duży sukces, zwłaszcza, że na amerykańskim rynku bardzo trudno wypromować pięściarza z Europy Wschodniej (za co należy podziękować braciom Kliczko). HBO stawia na GGG ponieważ chce uczynić z niego twarz produktu pt. „HBO Boxing”. Już dziś można zaryzykować twierdzenie, że w 2014r. Kazach otrzyma szansę zmierzyć się z wielkim nazwiskiem.

 

Kolejny pojedynek Kazach stoczy 1 lutego w Monte Carlo, a przeciwnika poznamy niedługo.

Gra o tron

Waga średnia jest w przededniu poważnej zawieruchy. Ze Wschodu nadeszła nowa siła i jeśli dziś w nocy Matthew Macklin nie będzie w stanie zatrzymać  Giennadija Gołowkina, to możemy być wkrótce świadkami brutalnej zmiany warty.

tron

fot. flickr.com by wickerfurniture/CC

Wszelkie wielkie zmiany nadciągały zwykle ze Wschodu. Ambitni mieszkańcy azjatyckich stepów od wieków wyprawiali się na Zachód w poszukiwaniu sławy i pieniędzy. Obalali królestwa, a monarchów zmieniali w niewolników. W roku Pańskim 2013 waga średnia żyje w strachu przed kolejną nawałą.

Królestwo Wagi Średniej chyli się ku upadkowi. Panowanie Sergio Martineza jest zagrożone. Króla dopadły lata i urazy. Monarszy autorytet mocno ucierpiał, kiedy w ostatnim pojedynku pospolity wyrobnik o stylu drwala (Martin Murray) dwukrotnie powalił panującego na ziemię. W powietrzu czuć już zapach krwi. Król jest w stanie stoczyć jeszcze jedną, dwie walki i odejdzie albo zostanie pokonany. Czekają nas bezkrólewie    i walka o władzę. Tron otaczają liczni pretendenci, każdy dostatecznie silny, żeby wykroić dla siebie część królestwa, ale żaden nie ma dość autorytetu by utrzymać hegemonię w Wadze Średniej.

W kolejce do jednowładztwa jest solidny, ale znany jedynie na Antypodach Daniel Geale.  Z kolei niegodny korony uzurpator Julio Cesar Chavez jr. po hańbiącej próbie zdetronizowania króla we wrześniu ubiegłego roku wciąż pozostaje na wygnaniu. Młodsi kandydaci: Peter Quilllin, Matthew Macklin nie mają ani poparcia, ani charyzmy na miarę monarchów. Jeśli wszyscy skoczą sobie do gardeł czeka nas brutalna walką o schedę. Tymczasem chaos jest ostatnią rzeczą jakiej oczekuje publiczność. Waga Średnia, jak dawniej, musi mieć jednego władcę, kogoś kto powściągnie walczące rody i przywróci autorytet władzy. Tak było kiedy panował Marvin Hagler, czy Bernard Hopkins.

Ten, który wydaje się być godnym objęcia władzy po Martinezie do niedawna nie zwracał niczyjej uwagi. Choć Giennadij Gołowkin nie wywodzi się ze szlachetnego rodu, to  w odległych azjatyckich stepach zdobył już sławę zabijaki o wybitnych umiejętnościach. Kiedy podjął decyzję, że chce pochwycić koronę, porzucił rodzinne strony i przeprawił się przez Ocean. Po drodze zupełnie rozbił mniej znaczących oponentów: Grzegorza Proksę i Gabriela Rosado. Dziś w nocy rękawice rzucił mu twardy Matthew Macklin. Jeśli on również nie powstrzyma azjatyckiej nawałnicy, nikt nie będzie bezpieczny.

Gołowkin nie ukrywa, że interesuje go tylko najwyższy cel. Dlatego w pierwszej kolejności zechce pozbyć się najgroźniejszych rywali do tronu. Sergio Martinez ma już niewiele czasu. Musi podjąć decyzję, czy bronić korony w bezpośredniej walce, czy abdykować na rzecz najsilniejszego.

TT

Powrót króla

Sergio Martinez odzyskał to co do niego należało – pas WBC w kategorii średniej. Julio Cesar Chavez Jr. udowodnił, że porównania do jego wielkiego ojca są nieuprawnione.

– Król wagi średniej Fot. flickr.com /CC SportsAngle.com

Wciąż zastanawiam się, czy Sergio Martinez jest aż tak dobry, czy młody Chavez był tak słaby. Choć w sobotnią noc spodziewaliśmy się zaciętego pojedynku i wyrównanej walki, to starcie na szczycie wagi średniej wyglądało raczej jakby dorosły mężczyzna walczył z małym chłopcem. Trudno uwierzyć, że ten „dorosły mężczyzna” w rzeczywistości był mniejszy i dużo lżejszy.

Starcie Martineza z Chavezem Jr. było do bólu jednostronne. Genialne przygotowany pod względem kondycyjnym Argentyńczyk nie tylko walczył w wysokim tempie, ale przez 11 rund tańczył wokół Chaveza. Jego nogi były cały czas w ruchu. Z taktycznego punktu widzenia również nie można mu nic zarzucić: Maravilla  był tej nocy nieuchwytnym celem  i bez problemu „wyboksował” młodego Chaveza.

Nie dajmy się zwieść końcowym 3 minutom. Choć Argentyńczyk w ostatniej rudzie wydawał się na granicy nokautu, nie klinczował, nie próbował kupić sobie czasu                 i przetrwać. Świadczy o nim lepiej niż poprzednich 11 rund. Jak na mistrza wagi średniej przystało, postawił swoją koronę na szali i poszedł na wymianę z silniejszym przeciwnikiem. Teraz ma czyste sumienie – nikt nie może mu nic zarzucić. Ten wyczyn stał się jeszcze większy kiedy dowiedzieliśmy się, że od czwartego starcia boksował ze złamaną lewą ręką, a walkę ukończył z naderwanym więzadłem w kolanie.

Martinez zasługuje na miano wybryku natury. Zaczął boksować dopiero w wieku 20 lat. Wcześniej wolał jeździć na rowerze czy kopać piłkę. Trudno uwierzyć, że ktoś, kto dziś jest jednym z trzech najlepszych pięściarzy na świecie jeszcze pięć lat temu bił się za grosze w malutkich salach w Madrycie z przeciwnikami typu C. Teraz jest na szczycie.

***

Najbardziej dziwi jednak postawa Chaveza Jr. Dlaczego był z siebie tak zadowolony? Po walce uśmiechał się od ucha do ucha. Meksykanin nie zasłużył na oklaski. Przez 11 rund nie robił nic by wygrać. Czekał i patrzył jak lewy prosty Martineza deformuje mu nos. Po walce w wywiadzie dla HBO powiedział, że udowodnił, że „jest na tym samym poziomie co Martinez”. To bzdura. Udowodnił tylko jedno, że niesłusznie obawia się porównań ze swoim wielkim ojcem. Chavez senior był jednak wojownikiem.

TT