Zero wszechmogące

Zero w rubryce „porażki” jest cenne, ale czy warto je chronić za wszelką cenę? Jeśli wstęp na bokserski Olimp mają tylko niepokonani, to musi być to bardzo dziwne miejsce, skoro siedzi tam Sven Ottke, a Muhammad Ali musi stać pod drzwiami.

floyd

Floyd w drodze po 44 wygraną – fot. rocklive.com / CC by John Shahidi

W listopadzie 1965 roku bliżej nieznany Joey Archer pewnie pokonał legendarnego Sugar Ray’a Robinsona. Była to 19 porażka w rekordzie zawodnika, którego uznaje się dziś za jednego z najwybitniejszych pięściarzy w historii sportu. 200 walk, 19 przegranych. Jeśli w boksie naprawdę chodzi tylko o to, żeby nie przegrać, to Robinson wyraźnie nie rozumiał reguł tej gry.

Trochę historii. „Klub zero” skupia pięściarzy, którzy byli w stanie przejść na emeryturę z nienaruszonym rekordem. Najbardziej zanany przedstawiciel to Rocky Marciano. Po piętach depcze mu Joe Calzaghe. Później jednak jest już tylko gorzej: Samson Dutch Boy Gym (43-0), Sven Ottke (34-0), Michael Loewe (28-0), Edwin Valero (27-0), George Kandelaki (24-0) itd. Nie jest to raczej pierwszy sort Bokserskiej Galerii Sław.
No to jak to jest z tym „zerem” w rekordzie? Jest ważne, bardzo ważne, czy nie ma znaczenia?

To już zależy od czasów, o których rozmawiamy. Znaczenie „0” rosło bardzo powoli, ale w ostatnich kilkunastu latach po prostu eksplodowało. Przenieśmy się do XXI wieku. „44 próbowało. 44 nie dało rady” – znamy to. Od lat Floyd Mayweather Jr. powtarza, że skoro od 17 lat nie znalazł pogromcy, to musi być więc największy. „Niepokonany” to kluczowe słowo w marketingowym arsenale The Money Teamu. Słynne „0” ma ogromną siłę i prawdopodobnie jego wartość przekracza kilkanaście milionów dolarów.
Tymczasem dawne wartości, bokserski old school, mówił, że trzeba szukać wyzwań    z kategorii arcytrudnych, nawet jeśli skazują Cię na pożarcie, bo tylko takie pojedynki przechodzą do historii. Jak bardzo ucierpiałaby reputacja Sugar Raya Leonarda, gdyby nie wyzwał Marvina Haglera?  Dawniej, kiedy marketing był na usługach sportu, ale nim nie władał, nikomu by do głowy nie przyszło, by chronić pięściarza przed wyzwaniami. Te czasy oczywiście już nie wrócą. Teraz bardziej ceni się pięściarzy ze sztucznie nadmuchanymi rekordami i mistrzów, którzy pasy zdobyli na mocy decyzji federacji.

Floyd Mayweather jest wielkim mistrzem i genialnym bokserem. Ale dla dobra sportu  i przede wszystkim swojej własnej historii musi przestać wierzyć we wszechmogącą moc zera. Pozostało mu tylko 5 walk.

TT

Reklamy

Na luzie: dlaczego Floyd nie płaci kartą?

Floyd Mayweather Jr. nosi przy sobie tylko gotówkę. Dużo. Czasem 500 tys. Czasem okrągły milion. Zarobił i ma do tego prawo. Zastanawiam się tylko dlaczego? Czemu nie płacić kartą, albo czekiem? Po co nosić ze sobą tyle pieniędzy w papierze? Ani to lekkie, ani poręczne. Takie, wydawać by się mogło, racjonalne argumenty mogą przemawiać to śmiertelników takich jak my. Ale uwierzcie mi, Floyd Mayweather Jr. nie jest jednym z nas.

Floyd ma bardzo konkretne powody żeby nosić przy sobie dużo gotówki. To nie jest tania fanaberia, wymysł obrzydliwie bogatego sportowca. Po pierwsze ma firmę do rozkręcenia. The Money Team Promotions to przedsięwzięcie na dorobku i potrzebuje stałego dopływu gotówki. Floyd na pieniądzach się zna, więc wie, żeby firma była traktowana była poważnie potrzeba dobrej atmosfery. W powietrzu musi unosić się zapach forsy.

Po drugie. Bawiliście się kiedyś w klubie płacąc kartą? Mało to wyszukany pomysł. A Floyd lubi się bawić z fantazją. Musi być gotówka. Papier jest zdecydowanie bardziej wszechstronny, niż plastik: można go podpalić, rzucić pod nogi striptizerkom, albo użyć zamiast tortu urodzinowego.

"Pieniądze" lubią spokój - fot. http://instagram.com/floydmayweather

„Pieniądze” lubią spokój – fot. http://instagram.com/floydmayweather

Za ostatnie dwa pojedynki otrzymał w sumie 85 mln $. Kiedy siedział w więzieniu prestiżowy miesięcznik „Forbes” ogłosił go najlepiej zarabiającym sportowcem 2012 roku. W styczniu ubiegłego roku miał zgłosić się ze szczoteczką do zębów przed bramą zakładu penitencjarnego w Nevadzie. Jego adwokaci przekonali jednak sąd do przesunięcia terminu odbywania kary tak, aby Mayweather mógł stoczyć walkę                  z Miguelem Cotto. Sąd wziął pod uwagę argument, że gospodarka stanu Nevada wzbogaci się w ten sposób o ok. 100 mln $.

To, że Floyd rozrzuca, pali albo śpi na gotówce wcale nie oznacza, że leczy kompleksy, bo w dzieciństwie dostawał małe kieszonkowe. Po prostu wie co przyciąga uwagę. Jest pierwszym pięściarzem, który postanowił, że pieniądze staną się jego znakiem rozpoznawczym. Mayweather Jr. jest biznesmenem i dla niego najlepszy jest ten, kto najwięcej zarabia. Aby osiągnąć ten status nie wystarczy być najlepszym pięściarzem. Sam boks, nawet w wykonaniu Floyda, elektryzuje stosunkowo niewielu. Tymczasem studolarówki poukładane w równe stosy robią wrażenie na wszystkich. To gwarantuje zainteresowanie prasy, kliknięcia w Internecie i tysiące kolejnych lajków na Facebooku. Przekonajcie się sami; zobaczcie ile komentarzy zamieszczono pod filmem, na którym Floyd po prostu liczy pieniądze.

Boks od zawsze był i pozostaje starciem osobowości. Każda generacja potrzebuje sportowca, który skupi na sobie uwagę milionów. Ostatnim, któremu ta sztuka się udała był Mike Tyson. W XXI wieku jest to Floyd Mayweather Jr. Można go kochać, można nienawidzić, ale nie sposób przejść obojętnie.

TT

P.S. Inspiratorem tego wpisu jest P.M., który jako pierwszy zadał tytułowe pytanie.