Powstań

Tomasz Adamek nie chce bić się z Kubratem Pulewem o miejsce nr 1 w rankingu IBF. Nie mam z tym żadnego problemu.

Wylana przez kibiców żółć przyjęła mniej więcej taki kształt: Adamek to tchórz; boi się tej walki, bo jego szanse na zwycięstwo są minimalne. Do tego dochodzi standardowa w przypadku najlepszego polskiego boksera gadka: dla niego liczy się tylko kasa, a sport i nas, kibiców, ma głęboko.

Bzdura, bzdura, bzdura.

Po pierwsze: Adamek Pulewa się nie boi. Powiem więcej: „Góral” nie boi się nikogo, nawet braci Kliczko. Tak po prostu ma skonstruowaną psychikę. Jest – jak sam mówi – wojownikiem z gór, a każde zwycięstwo (i porażkę) zawdzięcza Bogu. Jak może bać się drugiego boksera facet, który jest przekonany o swojej klasie. Jak może bać się drugiego boksera facet, który uważa, że wygrana walka zależy głównie od zdrowia i Bożej woli. Jak może w końcu bać się drugiego boksera facet, który po prostu nie znajduje nigdy winy po swojej stronie. Żeby było jasne, nie mam mu tego za złe. To konstrukcja psychiczna zwycięzcy (tak myślę; pewności mieć nie mogę, bo żaden ze mnie psycholog), który każdą porażkę jest w stanie porządnie uzasadnić. Chad Dawson? Zbijanie wagi, odwodnienie. Witalij Kliczko? Zbyt krótka aklimatyzacja po przyjeździe do Polski. Proste. Powtarzam raz jeszcze: Tomasz Adamek nikogo się nie boi. I bardzo dobrze.

fot. Adamek Team

fot. Adamek Team

Po drugie (i po trzecie zarazem): Adamek ma rację, kiedy mówi, że walka z Pulewem nic mu nie daje. No, nic poza pozycją challengera do pasa IBF, który posiada młodszy Kliczko. Nie daje mu kasy (zrób sondę na ulicy, kolego, z nazwiskiem Pulew w roli głównej). Nie daje mu też walki z mistrzem. Obowiązkowa obrona jest już bowiem obowiązkowa tylko z nazwy. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie zawirowania związane z pasem WBA Kliczki. Pretendent, Aleksander Powietkin, walki szybko nie dostanie. Bo Kliczce się ona w tej chwili nie opłaca. To Ukrainiec, a nie którakolwiek federacja bokserska wybiera przeciwnika. Koniec, kropka. Adamek ma tu, jak to się mówi, 100% racji. Wniosek: za jednym zamachem obaliliśmy wspólnie dwa argumenty: kasa i wypięcie się na kibiców.

W cudzysłów należy też wziąć gadanie Tomasza Adamka o wielkiej kasie obiecanej za walkę w Polsce. W Polsacie Marian Kmita nic na ten temat nie słyszał. To nie dziwi, bo komunikacja na linii Adamek-Polsat nie funkcjonuje prawie w ogóle od dwóch ostatnich walk. Nie wiem, kto inny mógłby wyłożyć na to kasę. Druga kwestia to przeciwnik: Gołota? Litości. Szpilka? Litości x 2. Wach? Sosnowski? Ktoś z USA? Wychodzi na to, że walka w Polsce to po prostu próba zajęcia czymś dziennikarzy „Faktu” i „Faktów” oraz budowanie pozycji negocjacyjnej do porządnej walki w Stanach.

 

Tu opcja jest wyraźna. Na bank dostrzegł ją ktoś z teamu Polaka. Pokonanie zwycięzcy rewanżu (o ile ten dojdzie do skutku) Mitchella z Banksem, a następnie Chrisa Arreoli daje Adamkowi mocną pozycję do walki o tron w wersji WBC. Tron, trzeba dodać, pusty po abdykacji Witalija Kliczki (dolary przeciw orzechom, że papież bokserskich rękawic weźmie w tym roku przykład z B16). Ta wyraźna opcja ma same plusy. Po pierwsze: daje kasę, bo takimi pojedynkami z pewnością zainteresowana byłaby HBO, która musi jakoś wypełnić stratę po odejściu do Showtime Floyda Mayweathera. Po drugie: daje kasę, bo to kilka walk, a nie – jak w scenariuszu „młodszy brat” – jedna. Po trzecie: Banks/Mitchell oraz Arreola to zajebiści przeciwnicy. Z każdym z nich dobrze przygotowany Adamek ma szansę wygrać. Z każdym z nich na 90% Adamek da dobrą walkę. A to dobre walki się pamięta, nie złe.

***

Zatrzymam się jeszcze na sekundę przy sprawie dobrze przygotowanego Adamka. Sprawa jest prosta: on musi coś zmienić, żeby znów przekonująco i imponująco wygrywać. Pamiętam jego przygotowania do walki z Chrisem Arreolą. W wywiadach co chwilę powtarzał, że pokonuje codziennie setki basenów, wchodzi na stepperze na 200. piętro, biega, sparuje, boksuje, tarczuje – robi wszystko, co robić powinien. Ronnie Shields wiedział, jak przygotować Adamka do 12 rund w ogromnym tempie, dzięki czemu mogliśmy obserwować Polaka, który wygrywa nie tylko z przeciwnikiem, ale również z butem, który w połowie walki się rozpadł. Pachniały mi te przygotowania profeską. Widać było w tym wszystkim pomysł. Widać było później efekty tego pomysłu. Po Arreoli coś się zmieniło: Adamek zaczął przybierać na wadze, ale nie widzę na zdjęciach suchego mięśnia, a tłuszczyk na brzuchu. Z walki na walkę jest coraz gorzej. W walce z Cunninghamem Adamek wyglądał po prostu na gościa nieprzygotowanego; nawet jeśli miał na nią jakiś pomysł, to nie miał sił, by go zrealizować.

Mam nadzieję, że tym razem Tomasz Adamek schowa dumę do kieszeni i sam przed sobą przyzna, że to wszystko nie idzie w dobrym kierunku i trzeba coś zmienić. Nie odstawiałbym na boczny tor Rogera Bloodwortha. Poprosiłbym raczej o rozszerzenie teamu właśnie o Ronniego Shieldsa. Tam potrzebny jest pozytywny ferment. Ktoś musi walnąć w stół. Ktoś musi mieć więcej niż jeden plan na przygotowania i na samą walkę. Wówczas każdy z wymienionych wyżej przeciwników obserwuje, jak to ręka Polaka idzie w górę podczas ogłoszenia werdyktu.

PM

PS. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na najbliższą Sobotę Bokserską, którą organizuje Gwardia Wrocław. Start o 14. w sali bokserskiej na ulicy Krupniczej. Po szczegóły zapraszam na stronę boksgwardia.pl

Reklamy

Prezent w Betlejem

Walka Tomasza Adamka z Kubratem Pulewem o miano oficjalnego pretendenta do tytułu IBF w wadze ciężkiej musi być chyba w ostatniej fazie negocjacji, skoro nawet sędziowie wczorajszego pojedynku ze Steve’em Cunninghamem nie potrafili jej przeszkodzić.

Nie drżałem o wynik tej walki. Przegrana Adamkowi się należała. Nie zrobił nic, by udowodnić, że jest trzecim czy czwartym bokserem wagi ciężkiej. Chwilami Cunningham, którego wszyscy spisywali na straty (łącznie ze mną) Polaka wręcz ośmieszał. Gdy Adamek rzucał się do ataku i jedyne, co potrafił uzyskać, to solidna kontra, łapałem się za głowę. Coś poszło nie tak; tak nie walczy mistrz świata w dwóch kategoriach wagowych. Bez pomysłu, bez agresji, dynamiki i zmiany tempa. Bez schodzenia do półdystansu, gdzie aż czekały i uśmiechały się odsłonięte żebra, bo przecież łokcie Amerykanina z racji szczelnej podwójnej gardy znajdowały się w górze. Trzy lewe, przestrzelony prawy, chaotyczne sierpy w końcówkach rund. Taki patent na walkę to proszę, Tomasz, zostaw Arturowi Szpilce. Chociaż wydaje mi się, że nawet i on bywa w ringu bardziej kreatywny.

fot. Adamek Team / Mike Gladysz

fot. Adamek Team / Mike Gladysz

Tomasz Adamek wydawał mi się w tej walce po prostu zmęczony. Brakowało świeżości, szybkości, nawet mocy. Nie wiem, po co więc wcześniejsze zapewnienia o formie życia. Nie wiem, po co Adamek wciąż gada o tym, że z każdym dniem jest lepszym pięściarzem, że każdego dnia uczy się czegoś nowego. Przestań gadać, pokaż w ringu. Nie rozumiem też dziś tych wszystkich słów o Adamku, który w ringu potrafi w sekundę zmienić plan taktyczny, gdy poprzedni okazuje się nieskuteczny. „Góral” podobno potrafił zawsze dopasować swój styl do przeciwnika. Może kiedyś, od kilku walk tego nie pokazuje.

Martwi mnie też robota, którą wykonuje trener od przygotowania fizycznego, Tyler Woodman. Rozumiem, że Adamek musiał nabrać kilogramów, ale on wydaje się zwyczajnie otyły. Tarki na brzuchu nie wymagam, ale na cholerę mu boczki i tłuszczyk nad pasem. Raczej to nie pomaga. Czyżby tytan pracy, Tomasz Adamek, zwyczajnie na treningach delikatnie się opieprzał? A może to kwestia wieku, metabolizm nie ten? No, nie wiem. Sylwetką walki się nie wygrywa, ale ta Adamka na pewno nie imponuje. I w wyraźny sposób przekłada się na jego postawę w ringu.

 

Wychodzę na hejtera, a przecież na karierze Tomasza Adamka zwyczajnie mi zależy. Nie widzę jednak kierunku, w którym miałaby ona zmierzać. Po walce z Cunninghamem Adamek tłumaczył się, że był zmęczony czwartą już walką w tym roku. Nie przypominam sobie jednak, by ktoś zmuszał go do tego, by do niej wyjść. Albo do poprzedniej. Jedno jest pewne: przerwa od boksu dobrze by Adamkowi zrobiła. Może znalazłby czas na to, by przemyśleć sprawę i zdecydować się na zmianę sztabu szkoleniowego. Ten obecny kolejny raz nie zdaje po prostu egzaminu.

Jeszcze jedno: kiedy Adamek wyjeżdżał za ocean, by śnić swój amerykański sen, zapewniał, że to jedyna droga. Ważnym argumentem była baza zawodników, z którymi można sparować, przygotowywać się do najważniejszych pojedynków. Brzmi rozsądnie, ale tylko na wstępie. Wystarczy przypomnieć sobie, kto został wybrany na głównego pomocnika przed walką z Cunninghamem: Tor Hamer. Ten 29-latek raczej nie boksuje podobnie, co Steve „USS”. I nie ma takiego zasięgu ramion… Jak Adamek ma trenować długie ciosy prawą ręką nad szczelną obroną, gdy Roger na tarczy jest jeszcze mniejszy. Może się nie znam, ale nie wygląda mi to na pełną profeskę. Jestem pewien, że można to zrobić lepiej. Ale to wymagałoby większej kasy. Tej ktoś tutaj skąpi.

***

Całkiem możliwe, że zanim Adamek zmierzy się z Bułgarem Pulewem skusi się jeszcze na kolejny rewanż po latach, z Johnathonem Banksem. Na papierze fajna walka, zwłaszcza że są szansę na to, iż pokaże ją HBO. Chętnie bym to zobaczył; problem polega na tym, że wówczas raczej nie doczekałbym się walki o numer jeden wg IBF… Poza tym pierwszą opcją powinna być tu trzecia walka ze Steve’em Cunninghamem. Dwójka nie rozwiała wątpliwości. Tylko je pogłębiła.

Druga połowa lnl poinformowała mnie, że nie zgadza się z tym co napisałem i jutro weźmie Tomasza Adamka w obronę.

PM