5 bokserskich hitów, na które NIE CZEKA cały świat

Z boksem jest tak, że – uwaga, uwaga – niektóre pojedynki muszą się odbyć, inne może się odbędą, a na pozostałe nie mamy nawet co liczyć. W tym krótkim zestawieniu znajdziecie walki z każdej z tych kategorii. Łączy je na pewno jedno: obchodzą co najwyżej garstkę najbardziej zapalonych kibiców.

  • 1. Dos Santos vs. Władimir Kliczko
Junior dos Santos, fot. MartialArtsNomad.com / CC BY 2.0

Junior dos Santos, fot. MartialArtsNomad.com / CC BY 2.0

Zaczynamy od walki, której nie będzie na pewno. A szkoda, bo mogłaby okazać się dla boksu niesłychanie ważna. Mógłby to być pojedynek, który pięściarstwu zagwarantowałby większy nawet zastrzyk fanów niż elektryzujące 178 cm Mike’a Tysona (według boxrec.com). Całkiem niedawno Junior dos Santos, do zeszłego weekendu mistrz mieszanych sztuk walki UFC w wadze ciężkiej, oświadczył bowiem, że gdyby doszło do ich walki, to bez problemu zapewniłby Władimirowi Kliczce nokaut i szpital. Nie jestem tego wcale taki pewien, ba!, myślę nawet, że gdyby taka walka miała odbyć się na zasadach typowo bokserskich, to Brazylijczyk przypomniałby sobie, jak ląduje się na deskach. Jeśli jednak choć na chwilę mógłby zejść do parteru albo nawet do arsenału ciosów dodać te, które wyprowadza się nogami, ostateczny wynik byłby inny. Zostawmy jednak może te rozważania, zanim przerodzą się w jałową dyskusję na temat wyższości boksu nad MMA i odwrotnie, i wróćmy do tematu. Walka dos Santosa z młodszym z braci Kliczko na pewno byłaby hitem. Telewizja, która pokazałaby taki pojedynek w systemie PPV, zgarnęłaby kupę kapusty, a może nawet ustanowiłaby rekord sprzedaży. Wystarczy prosty rachunek. Dodajmy do liczby fanów mieszanych sztuk walki liczbę fanów boksu; końcowy wynik musi robić wrażenie. Jeśli założymy jeszcze, że po takiej walce fani MMA pokochaliby boks, mamy wydarzenie, które przechodzi do historii.

2. Tomasz Adamek vs. Johnathon Banks

fot. Adamek Team

Tomasz Adamek, fot. Adamek Team

Dwa lata temu nawet nie myślałbym o takim rewanżu. Od tamtej pory zmieniło się jednak sporo. Po pierwsze, Banks znokautował ostatnio amerykańską nadzieję na pas w wadze ciężkiej, Setha Mitchella. Po drugie, Tomasz Adamek w słabym stylu po kontrowersyjnym werdykcie pokonał innego przeciwnika sprzed lat, Steve’a Cunninghama. W czym więc problem? Promotorzy, do stołu! To bowiem walka, w której wymiany obu panów mogłyby światu spodobać się na tyle, że mniej osób dalej narzekałoby na nudę w wadze ciężkiej. Dwa lata temu obaj, Adamek i Banks, walczyli na gali we Wrocławiu. Ten pierwszy oberwał wówczas solidnie od starszego Kliczki, a Amerykanin znokautował w szóstej rundzie Ivicę Bacurina. Gdyby zmierzyli się wówczas ze sobą, a nie ze swoimi rywalami, wygrałby raczej Adamek; Banks niczym wtedy nie zachwycił, a mnie nawet rozczarował. Dzisiaj jednak panowie są na innym już etapie życia i kariery, obaj mają coś do udowodnienia, dlaczego nie mogliby zrobić tego razem? Tym bardziej, że nawet Banks wspominał ostatnio o chęci do rewanżu. No i stoi za nim HBO, czyli bokserski raj, za którym tak tęskni „Góral”.

3. Gennady Golovkin vs. Gabriel Rosado

To walka z kategorii tych, które odbędą się na pewno (no, prawie na pewno). I to już całkiem niedługo, bo 19 stycznia na antenie HBO. Zanim zacząłem pisać ten tekst, nie myślałem o tym, by uwzględnić w  nim Rosado. Pomysł był taki, by Golovkina zestawić z kimkolwiek, tak, z kimkolwiek. Ten gość to maszyna nastawiona na wygrywanie. Ogromny talent, doskonały technik obdarzony niesamowitą siłą ciosu. Przy tym wszystkim Golovkin to trochę talent niesprawdzony, bo trudno za sprawdzian uznać jego walkę z Grzegorzem Proksą (z całym szacunkiem!). W wywiadzie dla „The Ring” „GGG” zapewnia, że jest gotowy na każdego, nawet na Martineza. Myślę, że jest. Ale: zanim do tego dojdzie, ma przed sobą wyzwanie, które nazywa się Rosado. To nie powinien być problem, taka walka nie powinna szczególnie elektryzować i mnie wcale nie jarała tak bardzo aż do dzisiaj. Co się zmieniło? Ano to, że dowiedziałem się, iż Gabriel ma jaja. W kontrakcie ma zapisany umowny limit 158 funtów, ale sam uznał, że chce bić się z Kazachem w limicie średniej. Utrudnia sobie zadanie, bo – jak tłumaczy – chce się spotkać z najlepszą wersją Golovkina. W czasach, gdy każdy bokser i promotor kombinuje, jak może, by jak najmniejszym kosztem zdobyć szczyt, taka postawa zasługuje na szacunek.

 

4. Bernard Hopkins vs. Tavoris Cloud

Bernarda uwielbiam, co tu dużo gadać. Najstarszy mistrz świata w historii w marcu spotka się z obecnym posiadaczem pasa w wadze półciężkiej w wersji IBF. Jeśli wygra, pobije swój własny rekord. Jeśli nie… cóż, B-Hop nic już nie musi udowadniać. Ale oglądać go nadal to i tak przyjemność i przywilej. Zwłaszcza, że to gość, który nie wychodzi po wypłatę i nie zawiesza na kołku rękawic tylko dlatego, bo ciąży nad nim komornik (jak np. Holyfield). To raczej ten typ, który ma na pieńku ze światem i w ringu pojawia się po to, by wyrównać rachunki. Dziękuję ci za to, Bernard.

5. Andrzej Gołota vs. Przemysław Saleta

Fot. flickr.com / DrabikPany / CC BY 2.0

Fot. flickr.com / DrabikPany / CC BY 2.0

Na tę walkę kilka osób akurat czeka, ruszyła już nawet sprzedaż biletów, a Polsat na poważnie bierze się za promocję. Z jednej strony cieszę się na myśl o tej walce, bo fajnie będzie zobaczyć pożegnanie dwóch tytanów polskiego boksu. Mogą być niezłe jaja i ciekawa walka, ale może być też ogromne rozczarowanie. Ok, to ryzyko, które znamy. Z drugiej jednak strony – i  to jest dla mnie najważniejsze – czekam na tę walkę, bo obaj panowie obiecali już, że to ich pożegnanie z zawodowym boksem. Doczekam się więc upragnionego (i moooocno spóźnionego) zakończenia kariery Andrzeja Gołoty. Szkoda, że wbrew początkowym zapowiedziom walka nie odbędzie się we Wrocławiu, ale cóż – po tym, jaką klapą była gala Wojak Boxing Night, podczas której Krzysztof Włodarczyk wygrał z Palaciosem, wcale się nie dziwię, że Wrocław pożegnania Gołoty i Salety nie zobaczy. Aha, do trzech razy sztuka… Wcale nie jestem taki pewien, że ta walka ostatecznie dojdzie do skutku.

PM

PS. A wracając jeszcze do tematu wyższości boksu nad MMA. Sami odpowiedzcie sobie na pytanie, kto na zasadach bokserskich wygrałby walkę: Mateusz Masternak czy Mamed Chalidow…

Reklamy

Prezent w Betlejem

Walka Tomasza Adamka z Kubratem Pulewem o miano oficjalnego pretendenta do tytułu IBF w wadze ciężkiej musi być chyba w ostatniej fazie negocjacji, skoro nawet sędziowie wczorajszego pojedynku ze Steve’em Cunninghamem nie potrafili jej przeszkodzić.

Nie drżałem o wynik tej walki. Przegrana Adamkowi się należała. Nie zrobił nic, by udowodnić, że jest trzecim czy czwartym bokserem wagi ciężkiej. Chwilami Cunningham, którego wszyscy spisywali na straty (łącznie ze mną) Polaka wręcz ośmieszał. Gdy Adamek rzucał się do ataku i jedyne, co potrafił uzyskać, to solidna kontra, łapałem się za głowę. Coś poszło nie tak; tak nie walczy mistrz świata w dwóch kategoriach wagowych. Bez pomysłu, bez agresji, dynamiki i zmiany tempa. Bez schodzenia do półdystansu, gdzie aż czekały i uśmiechały się odsłonięte żebra, bo przecież łokcie Amerykanina z racji szczelnej podwójnej gardy znajdowały się w górze. Trzy lewe, przestrzelony prawy, chaotyczne sierpy w końcówkach rund. Taki patent na walkę to proszę, Tomasz, zostaw Arturowi Szpilce. Chociaż wydaje mi się, że nawet i on bywa w ringu bardziej kreatywny.

fot. Adamek Team / Mike Gladysz

fot. Adamek Team / Mike Gladysz

Tomasz Adamek wydawał mi się w tej walce po prostu zmęczony. Brakowało świeżości, szybkości, nawet mocy. Nie wiem, po co więc wcześniejsze zapewnienia o formie życia. Nie wiem, po co Adamek wciąż gada o tym, że z każdym dniem jest lepszym pięściarzem, że każdego dnia uczy się czegoś nowego. Przestań gadać, pokaż w ringu. Nie rozumiem też dziś tych wszystkich słów o Adamku, który w ringu potrafi w sekundę zmienić plan taktyczny, gdy poprzedni okazuje się nieskuteczny. „Góral” podobno potrafił zawsze dopasować swój styl do przeciwnika. Może kiedyś, od kilku walk tego nie pokazuje.

Martwi mnie też robota, którą wykonuje trener od przygotowania fizycznego, Tyler Woodman. Rozumiem, że Adamek musiał nabrać kilogramów, ale on wydaje się zwyczajnie otyły. Tarki na brzuchu nie wymagam, ale na cholerę mu boczki i tłuszczyk nad pasem. Raczej to nie pomaga. Czyżby tytan pracy, Tomasz Adamek, zwyczajnie na treningach delikatnie się opieprzał? A może to kwestia wieku, metabolizm nie ten? No, nie wiem. Sylwetką walki się nie wygrywa, ale ta Adamka na pewno nie imponuje. I w wyraźny sposób przekłada się na jego postawę w ringu.

 

Wychodzę na hejtera, a przecież na karierze Tomasza Adamka zwyczajnie mi zależy. Nie widzę jednak kierunku, w którym miałaby ona zmierzać. Po walce z Cunninghamem Adamek tłumaczył się, że był zmęczony czwartą już walką w tym roku. Nie przypominam sobie jednak, by ktoś zmuszał go do tego, by do niej wyjść. Albo do poprzedniej. Jedno jest pewne: przerwa od boksu dobrze by Adamkowi zrobiła. Może znalazłby czas na to, by przemyśleć sprawę i zdecydować się na zmianę sztabu szkoleniowego. Ten obecny kolejny raz nie zdaje po prostu egzaminu.

Jeszcze jedno: kiedy Adamek wyjeżdżał za ocean, by śnić swój amerykański sen, zapewniał, że to jedyna droga. Ważnym argumentem była baza zawodników, z którymi można sparować, przygotowywać się do najważniejszych pojedynków. Brzmi rozsądnie, ale tylko na wstępie. Wystarczy przypomnieć sobie, kto został wybrany na głównego pomocnika przed walką z Cunninghamem: Tor Hamer. Ten 29-latek raczej nie boksuje podobnie, co Steve „USS”. I nie ma takiego zasięgu ramion… Jak Adamek ma trenować długie ciosy prawą ręką nad szczelną obroną, gdy Roger na tarczy jest jeszcze mniejszy. Może się nie znam, ale nie wygląda mi to na pełną profeskę. Jestem pewien, że można to zrobić lepiej. Ale to wymagałoby większej kasy. Tej ktoś tutaj skąpi.

***

Całkiem możliwe, że zanim Adamek zmierzy się z Bułgarem Pulewem skusi się jeszcze na kolejny rewanż po latach, z Johnathonem Banksem. Na papierze fajna walka, zwłaszcza że są szansę na to, iż pokaże ją HBO. Chętnie bym to zobaczył; problem polega na tym, że wówczas raczej nie doczekałbym się walki o numer jeden wg IBF… Poza tym pierwszą opcją powinna być tu trzecia walka ze Steve’em Cunninghamem. Dwójka nie rozwiała wątpliwości. Tylko je pogłębiła.

Druga połowa lnl poinformowała mnie, że nie zgadza się z tym co napisałem i jutro weźmie Tomasza Adamka w obronę.

PM

Dokąd to wszystko zmierza

„Nikt mi nie powie, że dobieram sobie słabych rywali. Nie ja ich wybieram, ja tylko akceptuję propozycję mojego obozu” – tłumaczył się Tomasz Adamek przed walką z Travisem Walkerem, której zapowiedź wielu uznało za ponury żart. Dokąd to wszystko zmierza, skoro zamiast lepiej jest teraz tylko gorzej?

Chyba nawet na tej samej konferencji prasowej któryś z dziennikarzy zapytał Adamka o przenosiny Steve’a Cunninghama do wagi ciężkiej. „Góral” szczerze odpowiedział, że rozumie tę decyzję; to proste, w wadzie cruiser nie ma pieniędzy i rywali, a rodzinę z czegoś utrzymać trzeba. Na kolejne pytanie – czy chciałby pojedynku z rywalem, którego po niejednogłośnej decyzji sędziów pozbawił tytułu IBF – również odpowiedział dokładnie tak, jak myślał. Negatywna odpowiedź wydawała się w tym momencie racjonalna; przecież „USS” niczym sobie na walkę rewanżową z Adamkiem nie zasłużył. Stoczył w ciężkiej jeden, nudny pojedynek, gdzie mu do gościa, który w ciężkiej podchodzi pod dyszkę i bił się w niej nie tylko z mistrzem świata, ale choćby też z pretendentem do tego tytułu. Gdzie Rzym, gdzie Krym. Adamek w tym momencie nie podejrzewał jednak, że z pojedynku z nim – określanego od początku jako wielkie starcie w wielkiej telewizji – wycofa się Odlanier Solis. Opcja awaryjna w postaci Cunninghama była łatwa do przyjęcia dla promotorów Adamka. Cunningham to ich zawodnik, który o niczym innym niż rewanż nie marzy. A kibice? Co za różnica, pikniki to kupią, sprzeda się to jako wielki rewanż, anfiniszd biznes pomiędzy większymi, silniejszymi, jeszcze twardszymi.

To ten moment, kiedy świadomy kibic zaczyna cierpieć.

fot. Adamek Team

fot. Adamek Team

Dlaczego? Bo zdaje sobie sprawę z tego, że to wszystko gry i zabawy, psoty promotorów i ich kasa, które decydują o wszystkim. W momencie, w którym dowiaduje się ten kibic jeszcze, że zwycięzca tego pojedynku wskoczy na miejsce drugie w rankingu IBF i będzie miał szansę zawalczyć o miano oficjalnego pretendenta do pasa Władimira Kliczki, jego wiara w sportowy aspekt boksu musi mocno zostać zachwiana. Jak to jest, że pojawia się gość znikąd, który nagle staje się gościem skądś, hm?

Tym gościem okazję ma być tym razem Steve Cunningham. Dlaczego on? Bo Cathy Duva nie lubi przepłacać. To najprostsze i najtańsze wyjście z niewygodnej sytuacji po fiasku negocjacji z Odlanierem Solisem. W przeciwieństwie do Kubańczyka Amerykanin nie jest drogi; nie ma też nic prostszego niż zorganizowanie pojedynku między pięściarzami z tej samej „stajni”.

Trochę szkoda. Tym bardziej, że od czasu porażki z Witalijem Kliczką Adamek walczy z rywalami słabymi lub bardzo słabymi. Nazwiska mówią same za siebie: Nagy Aguillera, Eddie Chambers i Travis Walker. Jedynym promykiem nadziei był właśnie Solis, ale, jak już powiedziano, chciał za dużo kasy. Klasa dotychczasowych rywali Adamka pozostawia wiele do życzenia. Dla Chambersa była to pierwsza walka od czternastu miesięcy. Aguillera, solidny contender, w swojej karierze przegrał z Arreolą, Tarverem oraz Samuelem Peterem. Ani Aguillera, ani Walker, ani tym bardziej Cunningham nie otarli się nawet o pierwszą „dziesiątkę” rankingu wagi ciężkiej. Może się więc wydawać i nie jest to raczej wrażenie mylne, że od września ubiegłego roku kariera Adamka po prostu dryfuje, płynie tam, gdzie ją prąd poniesie. „Góral” w każdym wywiadzie podkreśla, że jego celem jest kolejna walka o pas mistrza świata, ale jego promotorzy robią raczej wszystko, żeby wycisnąć z Adamka tyle zielonych, ile mogą. Ziggy Rozalski i Kathy Duva troszczą się wyłącznie o komplet widzów w hali i przed telewizorami. W końcu Adamek ma rzeszę fanów (i hejterów) tak wiernych, że bilety sprzedałby nawet jego pojedynek na zasadach wrestlingu. Po co więc zmieniać coś, co działa dobrze? Podpiszmy kontrakt z kimś, kto mało weźmie kapusty, a będzie więcej na sałatkę dla nas. W końcu kasa musi się zgadzać.

 

O sportowym aspekcie nie ma w tym wypadku chyba co mówić. Jeśli Cunningham w ciężkiej okaże się dla Adamka wyzwaniem, to… Chciałbym jeszcze tylko podkreślić, że uważam Tomasza za świetnego pięściarza, bardzo niedocenianego w wadze ciężkiej. Myślę, że poza Kliczkami mógłby poradzić sobie z każdym gościem ważącym ponad 90 kilogramów. To dlatego tak wkurza nas fakt, że kolejny raz będziemy oglądać walkę Adamka, a nie walkę Adamka z Kimś. No bo to robi różnicę, prawda?

PM i TT

PS. Mieliśmy pisać ten tekst na zasadach lewy-na-lewy; jeden bije, drugi kontruje. Za bardzo jednak zgadzamy się tym razem, by pozwolić sobie na inny punkt widzenia.