Boks – raj dla dopingowiczów

Nie wiem czy Mariusz Wach rzeczywiście był na dopingu. Wiem jednak, że pięściarze biorą i nie muszą się bać, że ktoś ich złapie. Jedno  jest pewne: na walce z dopingiem powinno najbardziej zależeć samym bokserom.

 fot. flckr.com: Jaszek/CC

fot. flckr.com: Jaszek/CC

Nie wiem czy Mariuszowi Wachowi udowodnią stosowanie dopingu, Jeśli tak, znajdzie się w niezłym towarzystwie. Andre Berto, Lamont Peterson, Antonio Tarver to tylko najbardziej znani  zawodnicy, który wpadli w 2012 roku. Ilu nie złapano? Nie wiem, ale boks to wymarzony sport dla dopingowiczów, bo na generalną rozprawę z niedozwolonymi środkami raczej nie ma co liczyć.

 

Wyjaśnijmy: żadna z mistrzowskich federacji, ani komisje stanowe, które sankcjonują pojedynki, nie wymagają od pięściarzy poddania się jakimkolwiek testom antydopingowym przed walką (o badaniach wyrywkowych, w trybie olimpijskim nawet nie wspominając). Badania są przeprowadzane, tylko po pojedynku. Tymczasem, to właśnie testy podczas obozu przygotowawczego mają kluczowe znaczenie. Znający się na rzeczy specjaliści potrafią skutecznie zataić długotrwały doping nawet na parę godzin przed testem; dlatego badania przeprowadzone tylko raz i to po walce są bezużyteczne. Przypomnijcie sobie sprawę Armstronga; wystarczyło, że dostał cynk na godzinę albo dwie przed kontrolą, żeby uniknąć wpadki. Teraz pomyślcie, co można zrobić z kondycją, wytrzymałością i ciałem boksera podczas trwającego 6 tygodni obozu! Całe tygodnie, podczas których nie trzeba zawracać sobie głowy niezapowiedzianymi nalotami. Szczególnie dzisiaj, kiedy zapanowała moda na tzw. „trenerów od przygotowania fizycznego”, trzeba uważnie przyglądać się metamorfozie jaką dosłownie w ciągu kilku miesięcy jest w stanie przejść ciało boksera.

Obecnie nikt nie ma interesu w ściganiu dopingowiczów. Przykład? Andre Betro wpadł w maju. Pod koniec listopada już był w ringu i zarobił ponad milion dolarów. Tłumaczył się jak zwykle: „dosypali mi coś”. Ostatecznie wszyscy byli zadowoleni: zarobił sam pięściarz, jego promotor, komisje stanowe na federacji sankcjonującej pojedynek kończąc.

W obecnej sytuacji, bokserzy sami muszą troszczyć się o swoje zdrowie. Nie mogą liczyć na promotorów. Promotor ma doprowadzić dwie strony do podpisania kontraktu i zarobić na tym pieniądze. Jedyne co mogą zrobić zawodnicy to np. jak Floyd Mayweather Jr. wprowadzić do kontraktów zapisy o obowiązkowych wyrywkowych testach olimpijskich.

Boks to niebezpieczny sport, bo oszuści, bardziej niż gdziekolwiek indziej, mogą narazić życie innych zawodników. Dlatego sprawa dopingu ma tu szczególne znaczenie; nie chodzi tylko o uczciwość wobec kibiców, tu chodzi o zdrowie samych pięściarzy. Jak powiedział kiedyś Mike Tyson: można grać w piłkę nożną, można grać w koszykówkę, ale nie mona „grać” w boks.

TT

Wach vs. Kliczko, czyli kłamstwo ma krótkie nogi

Młodość, wzrost, waga, zasięg. Wczoraj na ringu w Hamburgu Mariusz Wach miał te wszystkie atuty po swojej stronie. Dlaczego więc, przegrał tak zdecydowanie?

Władimir łatwo obronił swoje pasy. fot. flckr.com: danepstein/CC

Tylko raz pod koniec 5 rundy Polak trafił Ukraińca mocnym prawym i przez ostatnich 15 sekund rundy zasypał go lawiną ciosów. Przez pozostałe 12 rund Władimir Kliczko ani przez chwilę nie był zagrożony i pewnie zwyciężył na punkty. To była prawdziwa lekcja boksu. Nie tylko dla Vikinga, ale przede wszystkim dla nas. Walka Kliczko – Wach jeszcze raz udowodniła, że takie atuty jak przewaga wzrostu, wagi, czy większy zasięg, są oczywiście przydatne, ale nie znaczą nic, gdy do głosu dochodzą umiejętności.

Wczorajszy pojedynek był starciem bokserów, których dzieli kilka klas. Szybkość, celność, praca nóg wszystko to co w boksie najważniejsze, stało po stronie mistrza. Na nic zdały się  4 centymetry wzrostu przewagi, nie pomogły też 2 dodatkowe kilogramy. Wach był po prostu wooooooooooolny. Jego prawy sierpowy, który miał być dla Kliczko śmiertelnym zagrożeniem, był sygnalizowany, a Władimir miał całe wieki aby przygotować obronę i obmyśleć kontrę.

Jak Wach wypadł w zestawieniu z innymi Polakami, którzy mierzyli się z Ukraińskimi braćmi? Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że jako jedyny przetrwał całe 12 rund. Choć gdyby nie swoje wyjątkowe warunki fizyczne, to pewnie po którymś z potężnych prawych padłby na deski.

Podsumowując: Mariusz Wach bardzo się wczoraj starał. Pokazał, że potrafi przyjąć cios najmocniej bijącego zawodnika wagi ciężkiej. Ale niespodzianki sprawić nie mógł. Zrobił dokładnie tyle, na ile pozwalały mu umiejętności i doświadczenie, czyli niewiele. Sport nie zawsze bywa sprawiedliwy, ale boks to dyscyplina, w której kłamstwo prędzej czy później wychodzi na jaw. Wczoraj, nie licząc tych słynnych już 15 sekund, po 36 minutach walki, okazało się, że ktoś nas okłamywał.

TT

Walc z Wachem

Kiedy koledzy mówią, że Wach wygra z Kliczką, tylko się uśmiecham. Nie wierzę w zwycięstwo. Nie wierzę nawet w pełen dystans, w dwanaście wyraźnie wygranych przez Władimira Kliczkę rund. Jestem pewien nokautu. To taka moja reakcja obronna.

Wolę miłe zaskoczenie niż przytłaczającego kaca. Jest sobota, więc kaca prawdopodobnie będę miał i tak. Nie ma sensu się katować i gwarantować sobie dodatkowe źródło bólu głowy czy serca. Wierzyłem w Adamka, chociaż nie przemawiał za nim żaden argument. Naczytałem się na forum bokser.org niestworzonych historii o małym ciężkim, który zabiega starzejącego się Witalija. Serce do walki, taktyka, dusza wojownika – tymi argumentami nie wygrywa się walk. Jak ktokolwiek mógł myśleć, że Witek nie będzie w formie na 12 rund i po kilku pierwszych starciach Adamek zacznie go trafiać? To się kłóci nawet nie tyle z logiką, co ze wszystkim, ziomki.

fot. flckr.com: Jaszek/CC

Kaca po Adamku miałem strasznego. Pamiętam, jak udało mi się wyjść w końcu z wrocławskiego stadionu. Nie zmieściłem się do kilku kolejnych tramwajów, więc wybrałem jedyną dostępną opcję – spacer. Szedłem powoli ze spuszczoną głową. Och, jak lirycznie! Następnego dnia z drugą połową lnl siedzieliśmy w „Literatce” i uznaliśmy, że Tomasz nas oszukał.

Ta nieciekawa w gruncie rzeczy historia ma proste zadanie: pokazać, dlaczego nie wierzę w Mariusza Wacha (tylko bez oskarżeń o to, że mu nie kibicuję, bo to nieprawda). Zresztą narodowość nie odgrywa tu żadnej roli, taki ze mnie narodowo-wyzwoleńczy patriota jak z koziej dupy trąba. Oskarżenia o to, że nie kibicuję swojemu (mojemu?! naprawdę?!) możecie więc jednak kierować, trudno. Jak to mówi mój przyjaciel, poradzem se z tym. Wracając do sedna; nie wierzę więc w zwycięstwo Mariusza, bo nie przemawia za nim zupełnie nic. Słynne 4 centymetry, o których pisał wczoraj TT, mogą być, obawiam się, tym, co Kliczce pomoże, a nie przeszkodzi. Idę o zakład, że wysokiego będzie mu się trafiało nawet łatwiej. Thompsona trafiał, że ho ho. Wacha też trafi. I pozamiatane.

Pięknej historii dzisiaj nie zobaczymy. Nie będzie niespodzianki, Wach nie pokusi się o zwycięstwo. Po pierwszym prawym prostym jego plan na walkę się skończy. Niedługo później skończy się sama walka, a ja nie będę musiał niczego jutro odszczekiwać. Chociaż nawet bym chciał. Bardzo.

PM

Dlaczego Mariusz Wach znokautuje Władimira Kliczkę

Wyobraźmy sobie, przez jedną chwilę, że w sobotę na ringu w Hamburgu Mariusz Wach wygrał. Przeczytajcie jak mogłoby do tego dojść i dlaczego wbrew logice wiele osób wciąż wierzy, że tytuł mistrza świata wagi ciężkiej zależy od 4 centymetrów.

 

Pierwszy gong. Kliczko, pewny swego, rozpoczął spokojnie. Punktuje lewym prostym, prawy z całą mocą wyprowadza rzadko. Mariusz utrzymuje dystans; słucha rad trenera: pierwszych parę rund boksuj spokojnie, oswój się ze stylem rywala i nie myśl o stawce. „Bez nerwów” – powtarza sobie w głowie Viking „jestem większy”. W siódmej rundzie Ukrainiec jest już trochę zniecierpliwiony, na widowni słychać pierwsze gwizdy. Kliczko przygotowuje swoją koronną akcję: szybką kombinację lewy – prawy.  Zmniejsza dystans, „teraz” myśli. Lewy prosty musnął policzek Wacha, Mariusz przenosi ciężar ciała na prawą nogę, nadlatuje prawy i mija szczękę Polaka o centymetry. W tym samym momencie Viking wyprowadza prawy kontrujący. Cios nadlatuje z góry, nad lewym barkiem Kliczki. Mariusz mocno stoi na nogach, fizyka jest po jego stronie. Trafia czysto, Kliczko zamroczony pada i nie wstaje.

 

„Viking” celuje w nokaut – fot. flckr.com: Jaszek/CC

Mariusz Wach nowymi mistrzem świata wagi ciężkiej! „Największa sensacja od znokautowania Tysona przez Bustera Douglasa!”; „4 centymetry na wagę mistrzostwa świata” – krzyczą nagłówki dzienników. W głównym wydaniu Wiadomości, nokaut Wacha zepchnął z czołówki śledztwo smoleńskie, aferę trotylową i reelekcję Baracka Obamy. Teraz przyszedł czas na analizy. Eksperci są pewni swego. Oni od początku wskazywali, że Mariusz wygra „bo jest wyższy i ma większy zasięg ramion”. „To 4 centymetry drodzy Państwo, one zadecydowały” – słyszymy od eksperta Polskiej Szkoły Boksu. Cios dotarł do szczęki rywala, bo pięść Mariusza osadzona jest na dłuższej kończynie a w ogóle to energia kinetyczna Polaka była większa niż energia kinetyczna Kliczki. I o czym my tu rozmawiamy, skoro „to jest waga ciężka i wszystko może się zdarzyć”.

I co? Nie ma o czym dyskutować? No jednak jest. Boks wydaje się sportem gdzie zastosowanie mają proste prawdy, łatwo go więc sprowadzić do zestawienia rozmiarów. Wielu z nas wierzy w sukces Wacha, bo zawodnik z Krakowa nie tyle dorównuje, co nawet przewyższa ukraińskiego czempiona. Wzrost: Kliczko – 198 cm; Wach – 202 cm (te 4 centymetry!), zasięg ramion: Kliczko – 206 cm, Wach – 208 cm. Kiedy jednak przychodzi do prawdziwej walki, to atuty fizyczne, choć ważne, tracą na znaczeniu. Najwybitniejsi pięściarze w historii nie byli ani najwyżsi, ani najciężsi, nie mieli też największego zasięgu ramion. O ich wielkości decydowało coś czego nie widać, czego nie da się zmierzyć, ani zważyć.

 

TT

Na luzie: No mercy!

Zanim Mariusz Wach wejdzie do ringu i – czego jest pewien – znokautuje młodszego Kliczkę, o samej walce wypowiadać będzie się tłum. Lewy kilka słów już na temat szans Mariusza napisał, pewnie jeszcze kilkakrotnie o tym wspomni, pamiętając oczywiście zasadę, że im bliżej walki, tym większa wiara w zwycięstwo naszego.

W tym całym zwyczajowym zgiełku przed zetknięciem się rękawic gruchnęła całkiem niedawno wiadomość, że Mariusz wie już, przy jakim utworze wejdzie do ringu. A wejdzie do ringu przy pieśni Viking (jakże by inaczej) zespołu Prime Prophecy. Dzięki serwisowi bokser.org dowiedzieć się możemy, iż zespół to polonijny, a swój udział w powstawaniu dzieła miał nawet zaprzyjaźniony z redakcją (którą bardzo szanujemy) Marcin „Powiedz- mi-Tomasz” Filipowski. Utwór leci tak, że najpierw zapowiada go Mariusz Wach, a po chwili są gitary, jest bas i są bębny. I jest ryk. Przesłanie, wiadomo, jest mocne. Zresztą posłuchajcie sami:

Przynajmniej części lnl ten utwór się nie podoba. Tak samo jak nie podoba się tej części Polak potrafi albo Pamiętaj Funky Polaka (choć całość lnl na stadionie we Wrocławiu zdarła gardło, przypominając Tomaszowi Adamkowi, skąd na stadion przybył). Tej samej części marzy się utwór, który walory ma także pozakibicowskie. Na przykład taki LL Cool J ze swoim Mama Said Knock You Out albo Kazika Na Żywo Gołota. Takie perełki to jednak wciąż perełki, nie zdarzają się na rogu każdej ulicy, co oczywiście jest sprawą przykrą, ale nie ma co rozpaczać, bo na przykład takie Liryki lozańskie Adama Mickiewicza też są tylko jedne jedyne. I Marky’ego Marka No mercy z najpiękniejszym ever chórkiem również.

Ale po co to całe znęcanie się? Po pierwsze: bo znęcanie się tekstowe nad miernotą nie jest czymś moralnie złym. A po drugie: bo służyć ma to refleksji. Zacznijmy od tezy: boks nie jest popularnym sportem. Rozwińmy ją: boks ogląda mało ludzi, a ludzie, którzy się nim pasjonują, są różni. Dalej: część tych ludzi stara się jakoś wyrazić swoje myśli i emocje (lewy na lewy należy do tej grupy). Jeszcze dalej: niektórzy piszą teksty, inni nagrywają piosenki. I tutaj zaczynają się schody! Mariusz Wach albo Tomasz Adamek nie mają obowiązku polubić naszego wpisu, nie mają obowiązku go skomentować i tak dalej – z jednej prostej przyczyny. Nie wysyłamy im tych postów mailem. Idę jednak o zakład, że gdy już Prime Prophecy pierwszy raz wykonał utwór Viking, to szybko wpadł na pomysł, by go Mariuszowi wysłać. A Mariusz, wielkiego wyboru nie mając, przyznał, że to wielkie dzieło (kolejny zakład: 100 propozycji utworów nagranych przez różne grupy nie dostał). I od nitki do kłębka stało się nieuniknione. Utwór ten stał się oficjalnym utworem Mariusza Wacha. Żeby nie było: nie mam tu żadnych pretensji do pięściarza. To naturalne, że w takim wypadku się nie odmawia; przecież to miłe, gdy zgłasza się band i chce grać utwór na twoją cześć. Pola manewru wielkiego tutaj nie ma: można albo się zgodzić, albo nie. Brak zgody, brak akceptacji, brak okazania zadowolenia to złe odruchy, niemiłe. Takie, które mogą kogoś dotknąć.

Fot. flickr.com / Jaszek PL / CC BY-NC-ND 2.0

Podobnie pewnie sprawa ma się i&nsbp;z Tomaszem Adamkiem. Wybór mały, bierze się to, co jest.

Nie, ani przez chwilę nie zakładam, że te utwory mogą się podobać.

To raczej niemożliwe. O gustach się nie dyskutuje, ale jest muzyka dobra i jest muzyka zła.

Tak samo nie podoba mi się Jesteś szalona śpiewane w Prudential między rundami, w których Adamek bił Chambersa. A nie podoba mi się, bo nie podoba mi się też, że na walkę, która na papierze wygląda, świetnie przychodzi mniej ludzi niż na walkę Tomasza z Kevinem McBurgerem. Odwrócili się kibice? Tak, kibice nie chcą oglądać dobrej walki, oni chcą oglądać drogę do pasa. Pasa nie ma, nie ma widowni. Są ci, którzy Jesteś szalona śpiewać chcą między rundami.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że z piosenkami jest jak z przeciwnikami. Bokser nie ma tu nic do gadania, on wchodzi do ringu, by walczyć. A i utwór, i oponenta wybiera mu telewizja albo promotor. Druga nadzieja: że szukając dzisiaj w mieście szczęścia, natknę się na lepszą muzykę. Łatwo przyjmuję, że tak się stanie.

I dla bolesnego porównania:

PS:  Sam chciałbym wejść do ringu przy Atmosphere Joy Division 😉

PM

Kliczko vs. Wach. Czyli kto potrafi sypnąć z prawej…

Mariusz Wach zmierzy się 10 listopada na stadionie w Hamburgu z Władimirem Kliczką. To dobra decyzja – przede wszystkim dla ukraińskiego czempiona.

Z jednej strony cieszymy się, że znowu Polak stanie przed szansą wywalczenia mistrzostwa świata w wadze ciężkiej, z drugiej trudno robić sobie nadzieję na przełamanie dominacji Kliczków. Mówiąc wprost Mariusz Wach jest na prostej drodze by podzielić los Alberta Sosnowskiego i Tomasza Adamka.

Wybór Wacha na następnego oponenta Władimira nie powinien być zaskoczeniem. Ukraińscy bracia i ich menadżer szukają przeciwników, którzy będą atrakcyjni dla europejskich kibiców. Stąd walki z takimi „pomidorami” jak Jean – Marc Mormeck albo Manuel Charr. Tysiące polskich fanów, których przyciągnie nazwisko rodaka, na pewno zadziałało na korzyść kandydatury zawodnika z Krakowa. Poza tym Kliczkowie już dawno przestali przejmować się Ameryką. Ich wspólne panowanie w wadze ciężkiej to de facto środkowy palec pokazany ekspertom, promotorom i stacjom telewizyjnym zza oceanu, którym w głowie nie mieścił się fakt, że mistrz świata w wadze ciężkiej może boksować    (i co ważniejsze zarabiać) poza USA.

Zaskakujące są głosy polskich ekspertów, że Wach to trudna przeprawa dla Kliczki, że jest większy, że Mariusz ma moc w prawej ręce itd. Jeśli chodzi o wymiary, to rzeczywiście: zawodnik z Krakowa dorównuje, a nawet przewyższa ukraińskiego czempiona (wzrost: Kliczko – 198 cm; Wach – 202 cm, waga (ostatnia walka): Kliczko – 113 kg, Wach – 112 kg; zasięg ramion: Kliczko – 206 cm, Wach – 208 cm). Nadzieje polskich ekspertów wiążą się z faktem, że kiedy dwaj olbrzymi staną twarzą w twarz, to Władimir po raz pierwszy będzie musiał patrzeć w górę. Wach będzie najwyższym przeciwnikiem w dotychczasowej karierze Ukraińca.

Doświadczenia ringowego i klasy dotychczasowych oponentów obu bokserów nawet nie ma co porównywać. Dość powiedzieć, że największym osiągnięciem w karierze Wacha było znokautowanie Tye Fieldsa, a Władimir ostatnią walkę przegrał w 2004 roku – wtedy Wach był jeszcze amatorem. Parę dni temu trener m.in. Pawła Głażewskiego, Piotr Pożyczka powiedział, że „jak Mariusz sypnie prawą ręką, to mogą być jaja”. Gorące głowy, które już widzą Kliczkę wijącego się po ringu, powinny uważnie przeczytać to co powiedział niedawny przeciwnik Wacha, Jason Gavern: „Mariusz ma dobry lewy prosty      i świetnie potrafi wykorzystać swój zasięg ramion, jednak nie ma ani trochę pary w rękach. Nie potrafi mocno przyłożyć”. Jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć dewastującą siłę prawej ręki Władimira można zobaczyć tutaj albo tutaj. Choć może lepiej poczekać do 10 listopada.

TT