Dlaczego Pacquiao nie myśli o emeryturze?

Po najbardziej dotkliwej porażce w karierze, poniesionej w dodatku z rąk swojego arcyrywala, wielu zastanawia się co dalej z Mannym Pacquiao? Jedynym, który nie ma wątpliwości co robić, jest sam Pacman. On wie, ze będzie walczyć dalej.

Manny tarczuje - fot. Flickr.com by roger alcantara/CC

Manny tarczuje – fot. Flickr.com by roger alcantara/CC

Starzejący się piłkarz, nie biega już tak szybko i co najwyżej zostaje okiwany przez młodszego przeciwnika; koszykarz zalicza więcej strat i coraz rzadziej popisuje się efektownymi wsadami; najboleśniej            o upływającym czasie przekonują się jednak pięściarze. Ci, którym się poszczęściło siadali zrezygnowani w swoim narożniku, bo trener nie pozwolił im wyjść do następnej rundy, prawdziwi pechowcy padali nieprzytomni na deski. Boks jest sportem dla dumnych ludzi, dlatego to upokarzające uczucie siedzi w nich jak zadra. Nie chcą się poddawać. Próbują wracać, a potem jeszcze raz i jeszcze raz.

Nie wiem, czy Manny Pacquiao pójdzie tą drogą. Ale kiedy zobaczyłam jak po idealnym prawym sierpie runął na ziemię jak ścięty i przez parę minut nie dawał znaku życia, pomyślałem „powinien odejść”.

Nazajutrz największe serwisy sportowe pytały „czy to koniec Mannego Pacquiao?”. Odpowiedzi udzielił sam bokser, mówiąc w rozmowie z telewizją HBO, że chce walczyć dalej i „jeśli będzie taka możliwość”, to chętnie jeszcze raz zmierzy się                    z Marquezem. Nie powinno nas to dziwić. Pacquiao ma co najmniej kilka powodów, aby nie myśleć jeszcze o zawieszeniu rękawic na kołku.

Po pierwsze: Pacman jest prawdziwym wojownikiem, który dzięki własnej determinacji przebył drogę od slumsów Manili do fotela senatorskiego. Zawdzięcza boksowi wszystko, co osiągnął w życiu, dlatego nie zostawi go tak łatwo. Co innego miałby robić? Eksperci mówią, że może poświęcić się polityce, że może boks przestał go już bawić i myśli o fotelu prezydenckim. Może. Ale jeśli oczekujecie, że Manny Pacquiao zakończy teraz karierę, zamieni salę treningową na salę obrad senatu i mając 33 lata będzie występował w reklamach, filmach albo zacznie nagrywać kolejne płyty, to żądacie żeby stał się kimś kim nie jest.

Po drugie: pieniądze. Na pewno odgrywają ważną rolę w decyzji o kontynuowaniu kariery. Pacquiao prowadzi wystawny tryb życia, sporo wydaje i zawsze będzie ich potrzebował. A co może przynieść więcej pieniędzy niż…

Rewanż. Pacquiao vs. Marquez V? Właśnie! Pierwszą rzeczą jaką Pacquiao zrobił po opuszczeniu szpitala, było obejrzenie nagrania z walki. Chciał „sprawdzić gdzie popełnił błąd”. Nie wierzę, żeby oglądał powtórkę i nie myślał o zemście. Choć ani Pacquiao ani Marquez tego nie planowali, rywalizacja między nimi zdefiniuje ich kariery. Będzie trwać tak długo, jak długo będą mieli sobie coś do udowodnienia. A czwarta walka dostarczyła więcej pytań niż odpowiedzi.

 TT

Reklamy

Pytania o doping nad walką roku

Po sensacyjnym nokaucie na Mannym Pacquiao, Juan Manuel Marquez stał się obiektem pytań o doping. Meksykanin zapewnia, że jest czysty. Ale teorie spiskowe robią zawrotną karierę, bo po prostu nie sposób sprawdzić czy mówi prawdę.

cios

„Perfect punch” fot. flickr.com by jaynometry/CC

Nie zamierzam odbierać Marquezowi laurów za największe zwycięstwo w jego karierze. Czekał na ten moment od 2004 roku. Każdy, kto zna się na boksie wie, że „idealne ciosy” się zdarzają o czym ostatnio przekonali się Paul Williams, czy Ricky Hatton. Meksykanin wygrał, bo jest lepszym bokserem.

Pytania, które krążą wokół sobotniej walki dotyczą nie samej walki, ale tego, co stało się z Marquezem w ciągu ostatniego roku. Co do jednego nie może być wątpliwości: od czasu zatrudnienia „Memo” Hernandeza jako trenera od przygotowania fizycznego, ciało Meksykanina przeszło zdumiewającą transformację. Tymczasem przeszłość Hernandez jest bardzo złowroga: zaopatrywał Marion Jones, Maurica Greena i innych sportowców w EPO i hormon wzrostu; potem jako skruszały świadek postanowił zeznawać przeciw nim na korzyść prokuratury. Tyle wiemy na pewno. Reszta to tylko domysły.

Barki, mięśnie karku i klatki piersiowej – tam Marquez przebudował swoje ciało. Nie chodzi jednak o kilogramy, które zyskał, bo to nie one wygrywają walki. Chodzi             o różnicę w sile uderzenia. Byłem zszokowany, że Marquez jest silniejszy od Pacquiao, widać to było po pierwszym nokdaunie. W każdej z poprzednich trzech walk Marquez trafiał równie czysto, zawsze bez skutku – po prostu nie miał siły rzucić swojego arcywroga na deski. Biorąc pod uwagę całą karierę: Marquez nigdy nie dysponował taką siłą, nie nokautował jednym ciosem, w większości zwyciężał dzięki zabójczo precyzyjnym kombinacjom. Kończący cios z 6 rundy: wyprowadzony idealnie w tempo, miał prawo ściąć Pacquiao z nóg. Znowu wracamy jednak do punktu wyjścia: nigdy wcześniej Marquez nie był uważany za pięściarza, który jest w stanie wprawić przeciwnika w sen jednym ciosem. Pytanie, które nie daje mi spokoju brzmi: czy w wieku 39 lat można zbudować taką muskulaturę, tak wyraźnie zyskać na sile, zachowując przy tym szybkość i dynamikę? I dlaczego stało się to akurat pod okiem kogoś o reputacji „Memo” Hernandeza?

Kadry z Pacquiao - Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Kadry z Pacquiao – Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Marquez cały czas powtarza, że jest czysty i „wyniki jego testów zawsze były negatywne”.  Z całym szacunkiem dla Meksykanina, ale dokładnie to samo może powiedzieć Lance Armstrong. Biorąc pod uwagę standardowe testy, zalecane przez stanowe komisje bokserskie, bez przeszkód przeszliby je Marion Jones, Tim Montgomery, a może nawet niektóre pływaczki z NRD. W boksie zawodowym dla kogoś kto ma pieniądze i wie jak ukryć doping, ryzyko wpadki równe jest zeru!

Problemem nie jest to, że Marquez był w stanie jednym ciosem wprawić Pacmana          w narkozę. Problemem jest to, że obecnie każdy bokser może być na dopingu, bo jakość i częstotliwość  testów jest po prostu śmieszna (o czym pisaliśmy tutaj). Przed Pacquiao – Marquez IV nie było żadnych testów, komisja stanu Nevada przeprowadziła tylko jedno badanie moczu po walce.

Jedynym bokserem, który na własną prośbę poddał się rygorom WADA i jest badany       w trybie olimpijskim to: … nie, nie Floyd Mayweather Jr., ale Nonito Donaire. Testy olimpijskie oznaczają zgodę na badanie krwi i moczu zawodnika 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku (a nie tylko podczas obozu przygotowawczego). Wracając do Marqueza, nie wiem, czy korzystał z niedozwolonych substancji. Wiem, że z łatwością mógł. Jak każdy bokser.

Czy rzucając na Meksykanina podejrzenia wyrządzamy mu krzywdę. Na pewno tak. Problem jednak w tym, że w tej sytuacji, nie da się dojść prawdy. Pytania o doping będą wracać, bo Marquez po prostu nie ma jak udowodnić, że jest czysty.

TT