Lewy na lewy typuje: Rios vs. Alvarado II

Jeśli myślicie, że boks umarł i lepiej oglądać KSW 17, niż zarywać noc dla jakiejś gali za Oceanem, to koniecznie obejrzyjcie sobotnią walkę Brandona Riosa z Mikem Alvarado. Zmienicie zdanie.

Walka tych dwóch pięściarzy to pewny przepis na młóckę do upadłego. Już po pierwszych sekundach cała taktyka wylatuje oknem i kończy się na klasycznej walce kogutów. Zejścia, uniki i inne nowinki techniczne – to wszystko nie dla nich. Jeśli masz ochotę na wysublimowany boks, to radzę obejrzeć pojedynek Andre Warda z Chadem Dawsonem.

W pierwszej walce technicznego boksu było tyle co nic. Choć Alvarado, przygotowując akcję lewym prostym, przynajmniej próbował boksować z dystansu. Ale wystarczyło parę celnych cisów ze strony Riosa, aby emocje wzięły górę i obaj trzymali nogę na gazie aż do końca. Rios to typowy puncher (pseudonim „Bam Bam”), z siłą w obu rękach. Poprzednia walka była jego pierwszym pojedynkiem w kategorii 140 funtów. Zwycięstwo jest więc tym cenniejsze, że pokonał twardziela, który w tej kategorii wagowej spędził kilka lat.

Brandon_Rios_vs._John_Murray

Brandon Rios w pojedynku z Jonathanem Murry fot. wikimedia commons

Po nadchodzącym pojedynku trudno spodziewać się czegoś innego. Mimo to jeśli Alvarado spróbuje kontrolować dystans, wykorzysta całą powierzchnię ringu i nie wda się w walkę w „budce telefonicznej”, to istnieje szansa, że wynik będzie inny niż w październiku ubiegłego roku. Nie postawiłbym jednak na to swoich pieniędzy. Natura wojownika pewnie znowu weźmie w nim górę i będziemy świadkiem bezlitosnych wymian.  Stawka jest wysoka: zwycięzca może liczyć na kogoś z pary: Bradley – Prowodnikow, albo Pacquiao – Marquez (Rios był już przymierzany do walki                      z Pacmanem, ale Juan Manuel Marquez miał inne plany).

Nasze typy:

P.M.: Obaj dali z siebie wszystko w pierwszej walce i to Rios był górą. Nie widzę powodu, dla którego tym razem miałoby być inaczej. Rios przełamał Alvarado, ma w repertuarze więcej zagrań, zwycięży przez nokaut w drugiej części walki. A szkoda, bo zwycięstwo Alvarado dałoby nam nadzieję na trylogię.

T.T.: Zwycięży Rios. Odporność na ciosy i wytrzymałość kondycyjna są po jego stronie. Nie przypuszczam żeby Alvarado był w stanie go czymś zaskoczyć. Techniczny nokaut  w późniejszych rundach dla „Bam Bama”.

TT

A czy Ty, Floyd, czegoś się dziś nauczyłeś?

Czy ktoś wie, jaka jest różnica pomiędzy Floydem Mayweatherem Jr. a Barnardem Hopkinsem? Ten drugi miał świadomość, że aby przejść do historii, musi mierzyć się z coraz to nowymi wyzwaniami. Floyd wciąż jeszcze myśli, że liczy się tylko zero w rubryce „porażki”.

b-hop

B-Hop 6 razy schodził z ringu pokonany fot. flickr.com by cliff1066/CC

Ci, którzy śledzą dokonania Hopkinsa, wiedzą to już od dawna. Ja w pełni zrozumiałem dopiero w niedzielę rano. Jego cała kariera sprowadza się do stawiania sobie wyzwań z kategorii niewykonalnych. Po zwycięstwie nad Tavorisem Cloudem B-Hop pochylił się nad linami i zapytał komentującego walkę dla telewizji HBO Andre Warda: „Czego się dziś nauczyłeś?”.

Chwilę później, kiedy wchodził na konferencję prasową, dziennikarze wstali i, klaszcząc, oddali szacunek 48-latkowi, który po raz kolejny dokonał niemożliwego. Odpowiadając na pytania, Hopkins powiedział: „History outlasts money”. Prosta recepta na przejście do historii sportu. Bo boks, jak mało która dyscyplina, nagradza tych, którzy nie bali się podjąć ryzyka. Nawet jeśli przegrywali.

Ten i wiele poprzednich występów Hopkinsa sprawiło, że pomyślałem o najlepszym obecnie bokserze bez podziału na kategorie wagowe. Floyd Mayweather Jr. jest geniuszem. W ringu potrafi zrobić wszystko. Szkoda tylko, że bał się podjąć ryzyka i dalej nie chce położyć na szali „0” w rekordzie. Barnard Hopkins przegrał dotąd 6 razy i żadna z tych porażek nie jest w stanie odebrać mu statusu legendy. Więcej, B-Hop jest wielki właśnie dlatego, że ryzykował i przegrywał.

Parę lat temu Floyd miał okazję zmierzyć się z Mannym Pacquiao i nie tylko dostać największą gażę w historii sportu, ale też udowodnić wszystkim, że nikogo nie unika. Nie skorzystał z tej okazji. Uznał, że nie musi i jest ponadto. Podobnie było w 2006 roku, kiedy zrezygnował z walki z Antonio Margarito i gwarantowanych 6 mln $ na rzecz łatwej wygranej z Carlosem Baldomirem (ręka do góry, kto na tej walce nie usnął). Strach nie ma tu nic do rzeczy. Floyd pewnie rozebrałby Margarito na kawałki i spokojnie wyboksował Pacmana.

Do końca kariery Floyda pozostało nie więcej niż 6 pojedynków. Pozostaje mieć nadzieję, że któryś z nich sprawi, że kiedy najsłynniejszy obywatel Grand Rapids w Michigan będzie wprowadzany do bokserskiej galerii sław, nie pojawią się głosy „mógł walczyć z tym czy tamtym”, albo „co by było, gdyby się zmierzyli”. Wyzwań przecież nie brakuje: Canelo Alvarez, Sergio Martinez, może nawet Adrien Broner? Pięściarz o umiejętnościach Floyda Mayweathera mógłby wygrać z każdym z nich.

Jeśli Floyd Mayweather oglądał walkę Barnarda Hopkinsa, to widział jak przechodzi się do historii. Wszyscy kibice boksu mogą więc z nadzieją zapytać „Czy Ty, Floyd, czegoś się dziś nauczyłeś?”.

TT

5 bokserskich hitów, które trzeba zobaczyć w 2013 roku

Bokserskie hity są jak hollywoodzkie kino, bo choć kręcimy nosem, że więcej tu show businessu niż sportu, to i tak je oglądamy. Schowajmy jednak artystyczne ambicje do kieszeni i zobaczmy pięć najbardziej oczekiwanych pojedynków 2013 roku.

1. Floyd Mayweather Jr. vs. Saul Alvarez

Fot. Strona oficjalna Canelo, http://www.saulcaneloalvarez.com/

Fot. Strona oficjalna Canelo, http://www.saulcaneloalvarez.com/

Starcie młodej meksykańskiej gwiazdy z królem pay per view to potencjalnie największy pojedynek, na jaki stać zawodowy boks. Oczekujemy go tym bardziej, że jego prawdopodobieństwo (ze względu na to, że Floyd jest de facto zawodnikiem Golden Boy Promotions) jest duże. Nim do tego jednak dojdzie, Canelo i Floyd stoczą po jednej walce w maju       z nieznanymi jeszcze przeciwnikami. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, obaj powinni zmierzyć się w weekend meksykańskiego święta niepodległości, czyli w połowie września 2013 roku. Stawka może być naprawdę wysoka: zwycięzca stanie się z miejsca zunifikowanym mistrzem kategorii junior średniej (Canelo jest posiadaczem pasa WBC, Floyd WBA). W kategoriach biznesowych ten pojedynek jest skazany na powtórzenie finansowego sukcesu gali Mayweather vs. Cotto z 5 maja 2012 r. (czyli 1,5 mln sprzedanych PPV).

2. Manny Pacquiao vs. Juan Manuel Marquez V

Kiedy 8 grudnia widziałem, jak Manny Pacquiao pada bez życia na deski, do głowy mi nie przyszło, że ktoś mógłby nawet myśleć o kolejnym starciu. Tymczasem nie minęło kilka dni i Pacquiao vs. Marquez V stał się jednym z najbardziej oczekiwanych pojedynków 2013 roku. O tym, dlaczego ta walka jest potrzebna zarówno Filipińczykowi, jak i Meksykaninowi, pisaliśmy tutaj. Pojawiają się co prawda informacje, że Marquez nosi się z zamiarem zakończenia kariery, ale nie z nami te numery. Jeszcze nie widziałem, żeby jakikolwiek pięściarz zrezygnował z wypłaty rzędu 15 milionów dolarów.

Kadry z Pacquiao - Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Kadry z Pacquiao – Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Starcia pięściarzy o tak dramatycznej wspólnej historii to właściwie samograj i jego finansowy sukces wydaje się przesądzony. Bo w końcu kto nie chce poznać odpowiedzi na pytania: czy Pacquiao rzeczywiście jest skończony, czy Marquez potwierdzi, że jest lepszy, a może w poprzednim pojedynku miał tylko szczęście? Podsumowując: Pacquiao vs. Marquez V to absolutny hit bokserskiej jesieni 2013.

3. Wtalij Kliczko vs. David Haye

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że umieszczanie wśród najbardziej oczekiwanych walk 2013 roku starcia z udziałem wygadanego Brytyjczyka, który skompromitował się w starciu z Władimirem,           a potem nadąsany ogłosił swoją emeryturę, jest po prostu niepoważne. Ale przeanalizujmy sytuację na spokojnie. Witalij Kliczko jest jedną nogą na emeryturze, pozostała mu ta jedna, ostatnia walka. Człowiek, który w 2003 roku zdetronizował Lennoxa Lewisa, musi pożegnać się z ringiem w wyjątkowy sposób. A jedynym przeciwnikiem, który jest w stanie zbudować historię tego pojedynku, jest Haye. Po pierwsze: Witalij wciąż ma ochotę odpłacić mu za prowokacje sprzed walki z Władimirem, a szczególnie za słynną koszulkę z pourywanymi głowami braci. Po drugie: latem tego roku Haye znokautował Dereka Chisorę, z którym Witalij męczył się 12 rund. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na zakończenie kariery niż konferencja prasowa po znokautowaniu Anglika.

4. Sergio Martinez vs. Julio Cesar Chavez II

To pojedynek, wobec którego mamy najwięcej wątpliwości. Mówiąc wprost: Chavez Jr. na niego nie zasłużył. Nie dość, że walczył słabo, to na dodatek był spalony! Problem polega na tym, że na horyzoncie nie widać dobrego przeciwnika dla Sergio Martineza. Każdy kibic boksu na pewno chętnie obejrzałby starcie Martinez vs. Alvarez albo Martinez vs. Mayweather Jr., ale szanse na zmaterializowanie się tych pojedynków są w 2013 roku bliskie zeru. Biorąc pod uwagę, że ktoś będzie w stanie zmusić Chaveza do treningów i ciężkiej pracy, to stoczy on późną wiosną pojedynek rozgrzewkowy. Jeśli znów się nie skompromituje, to można poważnie myśleć o rewanżu. Choć ze sportowego punktu widzenia nie ma to większego sensu, to biznesowo ta walka musi się sprzedać. A jeśli są w tym pieniądze, to jest w tym sens …

5. Nonito Donaire vs. Abner Mares

W kategorii do 122 funtów, ten pojedynek to absolutny hit. Na szali byłyby pasy: WBC i WBO. Zarówno Donaire, jak i Mares są u szczytu możliwości i w ciągu ostatnich dwóch lat pokonali dosłownie wszystkich czołowych zawodników w swojej wadze. Publika za Oceanem chce tej walki, tym bardziej, że byłby to kolejny rozdział w trwającej wojnie meksykańsko – filipińskiej. Jest jednak duże „ale”. Donaire to zawodnik Top Rank, Mares należy do Golden Boy Promotions. W epoce zimnej wojny między tymi promotorami, szanse na zorganizowanie wspólnego pojedynku maleją do zera. Donaire straci w tej sytuacji najmniej, on może zawsze zmierzyć się z Guillermo Rigondeaux (też Top Rank). Szkoda tylko, że przez głupotę Aruma i de la Hoi, kibice boksu nie obejrzą świetnego pojedynku.

P.S. Niedługo P.M. przedstawi bokserskie „kino niszowe”, czyli listę pojedynków, na które zacierają ręce tylko najbardziej wybredni kibice pięściarstwa.

TT

Dlaczego Pacquiao nie myśli o emeryturze?

Po najbardziej dotkliwej porażce w karierze, poniesionej w dodatku z rąk swojego arcyrywala, wielu zastanawia się co dalej z Mannym Pacquiao? Jedynym, który nie ma wątpliwości co robić, jest sam Pacman. On wie, ze będzie walczyć dalej.

Manny tarczuje - fot. Flickr.com by roger alcantara/CC

Manny tarczuje – fot. Flickr.com by roger alcantara/CC

Starzejący się piłkarz, nie biega już tak szybko i co najwyżej zostaje okiwany przez młodszego przeciwnika; koszykarz zalicza więcej strat i coraz rzadziej popisuje się efektownymi wsadami; najboleśniej            o upływającym czasie przekonują się jednak pięściarze. Ci, którym się poszczęściło siadali zrezygnowani w swoim narożniku, bo trener nie pozwolił im wyjść do następnej rundy, prawdziwi pechowcy padali nieprzytomni na deski. Boks jest sportem dla dumnych ludzi, dlatego to upokarzające uczucie siedzi w nich jak zadra. Nie chcą się poddawać. Próbują wracać, a potem jeszcze raz i jeszcze raz.

Nie wiem, czy Manny Pacquiao pójdzie tą drogą. Ale kiedy zobaczyłam jak po idealnym prawym sierpie runął na ziemię jak ścięty i przez parę minut nie dawał znaku życia, pomyślałem „powinien odejść”.

Nazajutrz największe serwisy sportowe pytały „czy to koniec Mannego Pacquiao?”. Odpowiedzi udzielił sam bokser, mówiąc w rozmowie z telewizją HBO, że chce walczyć dalej i „jeśli będzie taka możliwość”, to chętnie jeszcze raz zmierzy się                    z Marquezem. Nie powinno nas to dziwić. Pacquiao ma co najmniej kilka powodów, aby nie myśleć jeszcze o zawieszeniu rękawic na kołku.

Po pierwsze: Pacman jest prawdziwym wojownikiem, który dzięki własnej determinacji przebył drogę od slumsów Manili do fotela senatorskiego. Zawdzięcza boksowi wszystko, co osiągnął w życiu, dlatego nie zostawi go tak łatwo. Co innego miałby robić? Eksperci mówią, że może poświęcić się polityce, że może boks przestał go już bawić i myśli o fotelu prezydenckim. Może. Ale jeśli oczekujecie, że Manny Pacquiao zakończy teraz karierę, zamieni salę treningową na salę obrad senatu i mając 33 lata będzie występował w reklamach, filmach albo zacznie nagrywać kolejne płyty, to żądacie żeby stał się kimś kim nie jest.

Po drugie: pieniądze. Na pewno odgrywają ważną rolę w decyzji o kontynuowaniu kariery. Pacquiao prowadzi wystawny tryb życia, sporo wydaje i zawsze będzie ich potrzebował. A co może przynieść więcej pieniędzy niż…

Rewanż. Pacquiao vs. Marquez V? Właśnie! Pierwszą rzeczą jaką Pacquiao zrobił po opuszczeniu szpitala, było obejrzenie nagrania z walki. Chciał „sprawdzić gdzie popełnił błąd”. Nie wierzę, żeby oglądał powtórkę i nie myślał o zemście. Choć ani Pacquiao ani Marquez tego nie planowali, rywalizacja między nimi zdefiniuje ich kariery. Będzie trwać tak długo, jak długo będą mieli sobie coś do udowodnienia. A czwarta walka dostarczyła więcej pytań niż odpowiedzi.

 TT

Pytania o doping nad walką roku

Po sensacyjnym nokaucie na Mannym Pacquiao, Juan Manuel Marquez stał się obiektem pytań o doping. Meksykanin zapewnia, że jest czysty. Ale teorie spiskowe robią zawrotną karierę, bo po prostu nie sposób sprawdzić czy mówi prawdę.

cios

„Perfect punch” fot. flickr.com by jaynometry/CC

Nie zamierzam odbierać Marquezowi laurów za największe zwycięstwo w jego karierze. Czekał na ten moment od 2004 roku. Każdy, kto zna się na boksie wie, że „idealne ciosy” się zdarzają o czym ostatnio przekonali się Paul Williams, czy Ricky Hatton. Meksykanin wygrał, bo jest lepszym bokserem.

Pytania, które krążą wokół sobotniej walki dotyczą nie samej walki, ale tego, co stało się z Marquezem w ciągu ostatniego roku. Co do jednego nie może być wątpliwości: od czasu zatrudnienia „Memo” Hernandeza jako trenera od przygotowania fizycznego, ciało Meksykanina przeszło zdumiewającą transformację. Tymczasem przeszłość Hernandez jest bardzo złowroga: zaopatrywał Marion Jones, Maurica Greena i innych sportowców w EPO i hormon wzrostu; potem jako skruszały świadek postanowił zeznawać przeciw nim na korzyść prokuratury. Tyle wiemy na pewno. Reszta to tylko domysły.

Barki, mięśnie karku i klatki piersiowej – tam Marquez przebudował swoje ciało. Nie chodzi jednak o kilogramy, które zyskał, bo to nie one wygrywają walki. Chodzi             o różnicę w sile uderzenia. Byłem zszokowany, że Marquez jest silniejszy od Pacquiao, widać to było po pierwszym nokdaunie. W każdej z poprzednich trzech walk Marquez trafiał równie czysto, zawsze bez skutku – po prostu nie miał siły rzucić swojego arcywroga na deski. Biorąc pod uwagę całą karierę: Marquez nigdy nie dysponował taką siłą, nie nokautował jednym ciosem, w większości zwyciężał dzięki zabójczo precyzyjnym kombinacjom. Kończący cios z 6 rundy: wyprowadzony idealnie w tempo, miał prawo ściąć Pacquiao z nóg. Znowu wracamy jednak do punktu wyjścia: nigdy wcześniej Marquez nie był uważany za pięściarza, który jest w stanie wprawić przeciwnika w sen jednym ciosem. Pytanie, które nie daje mi spokoju brzmi: czy w wieku 39 lat można zbudować taką muskulaturę, tak wyraźnie zyskać na sile, zachowując przy tym szybkość i dynamikę? I dlaczego stało się to akurat pod okiem kogoś o reputacji „Memo” Hernandeza?

Kadry z Pacquiao - Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Kadry z Pacquiao – Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Marquez cały czas powtarza, że jest czysty i „wyniki jego testów zawsze były negatywne”.  Z całym szacunkiem dla Meksykanina, ale dokładnie to samo może powiedzieć Lance Armstrong. Biorąc pod uwagę standardowe testy, zalecane przez stanowe komisje bokserskie, bez przeszkód przeszliby je Marion Jones, Tim Montgomery, a może nawet niektóre pływaczki z NRD. W boksie zawodowym dla kogoś kto ma pieniądze i wie jak ukryć doping, ryzyko wpadki równe jest zeru!

Problemem nie jest to, że Marquez był w stanie jednym ciosem wprawić Pacmana          w narkozę. Problemem jest to, że obecnie każdy bokser może być na dopingu, bo jakość i częstotliwość  testów jest po prostu śmieszna (o czym pisaliśmy tutaj). Przed Pacquiao – Marquez IV nie było żadnych testów, komisja stanu Nevada przeprowadziła tylko jedno badanie moczu po walce.

Jedynym bokserem, który na własną prośbę poddał się rygorom WADA i jest badany       w trybie olimpijskim to: … nie, nie Floyd Mayweather Jr., ale Nonito Donaire. Testy olimpijskie oznaczają zgodę na badanie krwi i moczu zawodnika 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku (a nie tylko podczas obozu przygotowawczego). Wracając do Marqueza, nie wiem, czy korzystał z niedozwolonych substancji. Wiem, że z łatwością mógł. Jak każdy bokser.

Czy rzucając na Meksykanina podejrzenia wyrządzamy mu krzywdę. Na pewno tak. Problem jednak w tym, że w tej sytuacji, nie da się dojść prawdy. Pytania o doping będą wracać, bo Marquez po prostu nie ma jak udowodnić, że jest czysty.

TT

Lewy na lewy: Pacquiao i Marquez skazani na siebie

W sobotę Manny Pacquiao i Juan Manuel Marquez staną naprzeciw siebie po raz czwarty. Czy wreszcie ktoś padnie na deski i na nich zostanie? Kto znajdzie  sposób na wyjście z klinczu i zadanie rozstrzygającego ciosu?

Fot. flickr.com /CC audiovisualjunkie

Fot. flickr.com /CC audiovisualjunkie

Dotychczasowe pojedynki nie wyłoniły zdecydowanego zwycięzcy; choć Pacquiao wygrał dwukrotnie a raz padł remis, to równie dobrze Meksykanin mógł wygrać wszystkie trzy walki. Jeśli cenisz walkę z defensywy, widziałeś zwycięstwo Marqueza; jeśli uważasz, że nie można zwyciężyć, walcząc cały czas na wstecznym, musiałeś wybrać Pacquiao.

Wariant 1: pozycyjna wojna na pięści
Sceptycy mówią, że nic się nie zmieni i nie ma co liczyć na rozstrzygnięcie. Ci dwaj walczyli już przecież trzy razy, stoczyli w sumie 36 zaciętych rund i nic. Starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek a Marquez i Pacquiao znają się na tyle dobrze, że są w stanie wzajemnie zneutralizować swoje atuty. Kontrujący styl Marqueza dokonał prawdziwego cudu: udało się wejść pod skórę Pacquiao tak mocno, że ten zmienił styl walki; zaprzestał huraganowych ataków, zaczął boksować ostrożnie, a nawet zachowawczo. Pozbawiony swojego największego atutu Pacquiao, jest jak drapieżnik bez kłów: może przez 12 rund gonić zwierzynę po ringu, ale nie jest w stanie zadać decydującego ciosu. Marquez również nie podejmie ryzyka, bo wierzy, że tylko ostrożny boks i celne kontry mogą dać mu upragnione zwycięstwo. Pacquiao – Marquez III był najtrudniejszy do punktowania, bo nie było dramatycznych wymian, nokdaunów i obaj przeboksowali 12 rund na mniej więcej równych warunkach. W takich okolicznościach Marquez był najbliższy zwycięstwa i nie zdziwiłbym się gdyby Meksykanin pomyślał „teraz zrobię to samo, ale jeszcze lepiej”. Rozsądek mówi więc, że tym razem będzie podobnie. Pacquiao i Marquez są jak zamek błyskawiczny, ich zalety i wady idealnie się zazębiają. To równania o sumie zerowej.

Wariant 2: wojna błyskawiczna
Weźmy jednak pod uwagę inny scenariusz: pat nie może trwać wiecznie i coś musi się zmienić. Któryś z tej dwójki powinien więc zrobić coś, co zakłóci równowagę sił. To może być detal, nieznacząca na pozór zmiana, ale jeśli dostanie się w tryby, to mechanizm się zatrze.

Przed walką Marquez mówił, że tym razem musi walczyć inaczej, by nie pozostawić wszystkiego w rekach sędziów. Pięściarz w wieku 39 lat nie jest zdolny stać się kimś, kim nie jest. Meksykanin, to bardzo inteligentny, klasyczny bokser, który doktoryzował się w obracaniu agresji przeciwników na swoją korzyść. W tym jest najlepszy. Byłby więc głupi, gdyby na własną prośbę pozbawił się tego atutu.
Jedynym, który może zmienić dynamikę walki, jest moim zdaniem Pacquiao. Jeśli Pacman wyjdzie do ringu z przekonaniem, że Marquez nie jest w stanie go zranić            (a moim zdaniem jest tego pewny), to może mu to dać psychologiczną przewagę. Filipińczyk ma tym razem nóż na gardle. Wie, że kolejny wyrównany 12 – rundowy pojedynek może się skończyć porażką na punkty. Co powinien zrobić? Odnaleźć w sobie dawną agresję, jak z pierwszej rundy pierwszej walki. Nie bawić się w szermierkę na pięści; zapłacić frycowe, przyjąć dwa, trzy ciosy aby trafić jednym mocnym. Słowem przypomnieć sobie co w boksie wychodziło mu najlepiej.
Pytanie, czy Pacquiao jeszcze to potrafi? Nie chodzi o umiejętności. To bardziej kwestia stanu umysłu niż możliwości ciała. Może Filipińczyk ma już po prostu dość wojen na pięści? Jest supergwiazdą, milionerem i senatorem z ambicjami na fotel prezydencki. Może dotknęła go najgroźniejsza z chorób, na które może zapaść pięściarz; dał się ucywilizować.

P.s. Podtrzymuję swoje zdanie z poprzedniego wpisu i całkowicie bezpodstawnie wierzę w zwycięstwo Pacquiao przez KO.

TT

5 przeciwników dla Floyda Mayweathera Jr.

Floyd Mayweather Jr. od września cieszy się wolnością i jak sam mówi nie myśli      o boksie. Boks myśli jednak o nim. Zastanówmy się więc głośno, kto mógłby być jego następnym rywalem. Oto 5 naszych typów.

fot. flckr.com, by SportsAngle.com/CC

Floyd Mayweather Jr. walczy kiedy ma na to ochotę, albo kiedy czuje że ma coś do udowodnienia. Ponieważ już dawno temu sam uznał siebie za absolutny numer 1, to nie ma co się dziwić, że po prostu ignoruje zaczepki kolejnych pięściarzy. Nie daje się zmusić do walki, bo, jak twierdzi, nie musi niczego udowadniać. Poniżej przedstawiamy 5 nazwisk, które    w 2013 roku mają szansę skusić króla rankingu P4P do powrotu na ring.

1.Saul „Canelo” Alvarez

22 – letni Meksykanin we wrześniu był gwiazdą wieczoru podczas prestiżowej gali organizowanej z okazji meksykańskiego święta niepodległości. Tym samym zyskał status supergwiazdy, który uprawnia go do walki z „królem PPV”. Po drugie: jest atrakcyjny   z finansowego punktu widzenia; ma za sobą całą latynoamerykańską publiczność, która jeśli wierzyć badaniom, coraz chętniej wykupuje transmisje PPV. Kolejny atut po stronie Alvareza to Golden Boy Promotions, która była współpromowała ostatnie 3 gale Mayweathera. Waga również nie powinna być problemem. Zarówno Floyd jak i Canelo ostatnią walkę stoczyli w kategorii do 154 funtów. Alvarez wydaje się więc najmocniejszym kandydatem do walki z Floydem w 2013 roku.

2. Miguel Cotto

Ewentualny rewanż zależy od tego, czy Cotto 1 grudnia poradzi sobie z wymagającym Austinem Troutem. Jeśli tak, stawką pojedynku mógłby być pas WBA kategorii junior średniej. Pierwsza walka Mayweather – Cotto 5 maja tego roku przekroczyła oczekiwania większości kibiców i ekspertów. Floyd wygrywał rundy, ale był przyparty do lin,                w defensywie (tam czuje się najlepiej) i co najważniejsze nie dał zady zdominować Portorykańczyka. Wielu kibiców miało wrażenie, że wynik punktowy był zbyt jednostronny na rzecz Floyda. Czy jest w tym potencjał na rewanż? Myślę, że tak. Czy ta walka się sprzeda? Oczywiście! A skoro są w tym pieniądze, to jest też sens.

3. Timothy Bradley

Z punktu widzenia finansowego, to mniej atrakcyjne nazwisko niż Alvarez czy Cotto. Bradley ma jednak atut w postaci zwycięstwa nad Mannym Pacquiao. „Zwycięstwa”, które dodajmy, w cuglach zwycięży w rankingu najbardziej niesprawiedliwych werdyktów 2012 roku. Nie ma to jednak znaczenia; wynik poszedł w świat. Oficjalnie Bradley wygrał. Teraz, biorąc pod uwagę jak bardzo Floyd troszczy się o swoją spuściznę, zastanówmy się czy kiedy już zakończy karierę, nie chciałby pochwalić się zwycięstwem nad „pogromcą” swojego największego rywala, czyli Mannego Pacquiao? Walka z Bradleyem może być pożyteczna tylko jako kolejny mały punkt w rozgrywce przeciw Filipińczykowi.

4. Andre Berto

Berto od lat pozostaje w czołówce kategorii półśredniej – waga nie stanowi więc problemu. W dodatku nie jest związany z nemezis Floyda, czyli Bobem Arumem. Po cichu mówiło się nawet, że Berto podpisze kontrakt z 50 Centem i stanie się częścią stajni The Money Team. Berto jako Amerykanin, znany tamtejszym kibicom mógłby również całkiem nieźle sprzedać „walkę” na PPV. Dodatkowo Andre ma siłę                      i dostateczną szybkość, aby postawić Floydowi na tyle trudne warunki, aby uczynić walkę ekscytującą. Dla Floyda to dość „bezpieczna” walka, która będzie możliwa tylko    w przypadku jeśli Berto upora się z Robertem Guererro.

5. tak, Manny Pacquiao

Wciąż wierzę, że może do niej dojść choć argumenty na „nie” przeważają. Po pierwsze: Money nie będzie współpracował z Bobem Arumem. Po drugie jest przekonany, że starcie z Mannym Pacquiao nie jest mu do niczego potrzebne; przecież wiadomo, że jest najwybitniejszym bokserem swojego pokolenia. Mówi się też, że Mayweather i Pacquiao w końcu spotkają się w ringu, bo na szali jest zbyt dużo pieniędzy. Kiepski argument, biorąc pod uwagę, że Floyd może walczyć raz w roku i wciąż być najlepiej zarabiającym sportowcem na świecie. Do tej walki może dojść wtedy i tylko wtedy, kiedy będzie tego chciał Floyd Mayweather Jr.

TT