Jak zostać mistrzem świata (1)

Wciąż boli Cię porażka, jakiej zaznał Tomasz Adamek z rąk Witalija Kliczki? Chcesz go pomścić? Albo zdobyć tron rankingu P4P? Zdetronizować Floyda Mayweathera albo zrobić z Pacquiao to, co zrobił z nim JMM? Bądźmy ze sobą szczerzy – nie masz na to szans. Wciąż jednak możesz nauczyć się całkiem solidnie boksować. Oto przegląd sprzętu, który Ci w tym pomoże.

Na początek uwaga. Będę podawać konkretne rozwiązania, odsyłać do stron producentów albo do sklepów, podawać ceny. Wyraźnie zaznaczam jednak, że ten przegląd nie ma charakteru reklamowego; nie jest przez nikogo opłacony, a każdy z wymienionych przedmiotów testowałem nie krócej niż pół roku. Enjoy.

Fot. SMN/cc

Fot. SMN/cc

1. RĘKAWICE. Bez tego się nie da. A przynajmniej nie powinno się. Walka na gołe pięści nie jest zdrowa ani dla pięści, ani dla przeciwnika. Poza tym z boksem zazwyczaj niewiele ma wspólnego, a jej ewentualne konsekwencje to na przykład pierdziel. Nie polecam.

Pierwszy dylemat, przed którym prawdopodobnie staniesz w sklepie podczas zakupów rękawic, to ten, czy postawić na markę, która od zawsze Ci się z boksem kojarzy (Everlast), czy na tę, której nazwy w życiu nie słyszałeś (np. Paffen Sport). Pomocna może okazać się ekspedientka. Uczciwa pierwszą opcję od razu wybije Ci z głowy. Ta, której się spodobasz na tyle, że zechce zobaczyć Ciebie wkrótce jeszcze raz, utwierdzi Cię natomiast w przekonaniu, że tak, owszem, everlasty to najlepsze rękawice na świecie, a skoro bił się w nich Rocky, to Ty też możesz.

Jeśli ekspedientka wyczerpuje znamiona typu nr 2, zapomnij, co mówiłem o walce na gołe pięści i przyłóż jej (w myślach) oraz podziękuj uprzejmie za współpracę. Prawda jest taka, że porządne rękawice Everlasta sporo kosztują, a Ty chcesz zapłacić jak najmniej za jak najlepszy produkt. Dlatego zapomnij o ładnym logotypie i zacznij się przekonywać, że inne logotypy też są ładne, jeśli nawet nie ładniejsze. Wybór marek jest naprawdę spory, dobrych rękawic jest na rynku dużo. Znajdziesz je w mniejszych sklepach (jak ten na ulicy Krupniczej we Wrocławiu – polecam) albo w sklepach internetowych. Wybieraj między takimi markami: King, Twins, Fairtex, Paffen Sport, Masters. Przede wszystkim zwracaj uwagę na materiał, z którego rękawice zostały wykonane. Zrezygnuj od razu z tworzyw sztucznych; postaw na naturalną skórę, najlepiej bydlęcą. Idealna sytuacja to ta, w której Twoje przyszłe rękawice zostały wykonane ręcznie. Takie rękawice po prostu wytrzymają dłużej. Nie zniekształcają się tak szybko, będziesz mógł spokojnie uznać, że to inwestycja na lata. Zastanów się też nad wagą rękawic. Im mniejsze, tym większą krzywdę będziesz w stanie wyrządzić przeciwnikowi, ale przynajmniej na początku nie o to powinno Ci chodzić. 12-uncjowe (12 oz) rękawice to minimum, ale śmiało możesz zastanowić się nawet nad czternastkami albo szesnastkami. Są większe, mają więcej pianki, więc trudniej będzie Ci rozwalić twarz kumpla oraz swoje dłonie. Dodatkowy plus: często na treningach to kumpel będzie wystawiał Ci rękawice jak tarcze (i odwrotnie); większe lepiej się w tej roli sprawdzają. Aha, koniecznie zdecyduj się na rękawice na rzep. Sznurki fajnie wyglądają, są szpanerskie, ale w ogóle się nie sprawdzają na treningu. Chyba że masz wafla, który będzie Ci je wiązał.

Fot. Producent

Fot. Producent

Nasz typ: rękawice Fairtex BGV6. Kawał dobrej roboty. Wykonane ręcznie ze skóry bydlęcej w Tajlandii. Unikatowy rzep w kształcie trójkąta trzyma bardzo mocno. Dodatkowa pianka stabilizuje nadgarstek. Profil rękawicy mocniej chroni kciuk (po pierwszym trafieniu nie na wątrobę, a na łokieć, będziesz wiedział, dlaczego to tak ważne). Bardzo elegancko wykonane wnętrze rękawicy. Estetyka w ogóle w tym wypadku to 5 punktów na 5 możliwych. To moje ulubione rękawice, bardzo solidne, eleganckie, świetnie się w nich bije, czuć moc. http://www.fairtex.pl, cena: 389 zł (za rękawice 12-uncjowe).

Fot. Producent

Fot. Producent

Nasz typ: rękawice King BGK-1. Poszczególne modele niespecjalnie się chyba od siebie różnią. Wszystkie cechuje najlepsze z możliwych wykonanie ze skóry. Ich ogromny plus to dodatkowa stabilizacja przedramienia. Żadna rękawica nigdy nie trzymała tak dobrze mojego nadgarstka, chociaż to w Kingach nabawiłem się zapalenia chrząstki trójkątnej (tak to się zwie?). Bardzo polecam. Wybór między Fairtexem a Kingiem nie jest dla mnie oczywisty. Jeśli postawiłbym na te pierwsze, to tylko ze względu na ciekawszy design. Kingi są też bardziej dopasowane do dłoni. http://www.judo-sklep.pl, cena: 319 zł (za rękawice 14 oz).

Uwaga: jest co najmniej kilka typów rękawic: treningowe, sparingowe, przyrządówki, rękawice przeznaczone na zawody amatorskie, te z atestem AIBA, rękawice profesjonalne; wybór szeroki, nie ma co. Zacznij od tych najbardziej uniwersalnych. Z czasem dorobisz się co najmniej kilku par. Jeśli koniecznie chcesz mieć dwie pary, bierz od razu przyrządówki. Miło oklepuje się w nich worek. Zmniejszasz też ryzyko, że zniszczysz swoje ukochane zabawki.

Za tydzień kolejny odcinek (buty bokserskie, kaski).

PM

Prawo pięści

Dopiero gdy zaczniesz trenować boks, zrozumiesz, że nie ma on nic wspólnego z bójką. Tu nie chodzi o to, by kogoś pokonać, ale o to, by nie zostać pokonanym. Nie ma chyba sportu, który tak mocno kształtuje jednocześnie ciało i charakter. Sprawdziłem to na sobie.

Pierwsza walka, jaką widziałem? Druga potyczka Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowem. Miałem wtedy niecałe 8 lat. Pamiętam, jak ojciec posadził mnie przed telewizorem, do którego specjalnie na tę okazję dokupił dekoder, i powiedział: „Synu, tak rodzi się historia”. Nie kłamał. Nie wiem, ile pojedynków pięściarskich widziałem od tamtej pory. Wiem za to, że czasami sobotnią noc potrafię zarwać wcale nie ze względu na świetną imprezę, ale dlatego, że gdzieś na świecie bije się dwóch gości, których nazwisk wcześniej nie słyszałem.

Popycham ogromne drzwi w budynku przy ulicy Krupniczej we Wrocławiu i wchodzę do środka. Jeszcze mogę się wycofać. Łatwiej byłoby dalej trenować w siłowni – nikt nie będzie co jakiś czas sprawdzać mojej formy. Sprawdzać – dodajmy – w bardzo bolesny sposób. Ale trzymam się decyzji, którą podjąłem. Wchodzę na salę, która wygląda, jakby kręcono na niej siódmą część zmagań Rocky’ego, i wzrokiem staram się odszukać osobę, która tu rządzi. Widziałem zdjęcie trenera w internecie, ale rozpoznaję go z innego powodu – spokój i ogromna pewność siebie emanują z każdego jego ruchu. Wszystkie moje wyobrażenia na temat tego, jak w rzeczywistości wygląda trener pięściarstwa, potwierdzają się. Podchodzę do niego i mówię, że chciałbym się czegoś nauczyć. Wskazuje mi szatnię.

Runda 1:
Gwardia Wrocław
To najstarszy klub bokserski we Wrocławiu. Działalność rozpoczął w 1948 roku. Na pierwszy sukces jego zawodników nie trzeba było długo czekać – już rok później w mistrzostwach Europy Janusz Kasperczak w wadze muszej zdobył pierwszy złoty medal po wojnie. Przez kilkadziesiąt lat istnienia klub ma swoje wzloty i upadki. Jak cały boks amatorski Gwardię dopada kryzys, przełamany w 2010 roku zaangażowaniem Grzegorza Strugały i Mariusza Cieślaka w szkolenie młodzieży. Chciałem w nim trenować, odkąd przeprowadziłem się do Wrocławia.

fot. Tomasz Woźny

Niestety, mój wiek powoduje, że do klubu, z którego wywodzą się Ludwik Denderys, Mateusz Masternak albo Jakub Goleniewski dołączyć nie mogę. Tym samym moje szanse na wymarzone mistrzostwo olimpijskie maleją do zera. Spóźniłem się jakieś 10 lat. Na szczęście nie jestem jedyną osobą na świecie, która obudziła się za późno. Dla takich jak ja wymyślono treningi komercyjne. Trzy, cztery razy w tygodniu ponad godzina na sali bokserskiej pod okiem utytułowanego byłego pięściarza. Biorę w ciemno.

Runda 2:
Prawdziwe historie
„Jeśli w boksie jest jakaś magia, to jest to magia walki ponad granicami. To magia ryzykowania wszystkiego dla marzeń, których nie dostrzega nikt poza tobą” – dobrze pamiętam fragmenty z filmu „Za wszelką cenę” Eastwooda, które starały się powiedzieć, czym właściwie jest boks. Upraszczając sprawę, każdy film o pięściarstwie mówi to samo. Pokazuje, jak samotny jest człowiek, który próbuje pokonać własną niemoc w imię czegoś, czego nikt inny nie potrafi zrozumieć. Podczas walki nie szukasz słabości rywala, lecz starasz się odnaleźć własną – by ją wyeliminować i nie pozwolić, by wykorzystano ją przeciwko Tobie. Za każdym stoi jego historia.

Na sali wszyscy prezentują wysoki poziom. Przyglądam się każdemu w myśl zasady,
że najwięcej można nauczyć się, podpatrując lepszych od siebie. Spośród wszystkich wyróżnia się Damian Wolniak. Na środowym treningu kondycyjno-siłowym po dwóch obwodach wygląda, jakby właśnie oderwano go od czytania książki, gdy ja ledwo łapię oddech i jestem cały mokry od potu. Damian to maszyna. Wydaje mi się, że gdyby tylko naszła go na to ochota, mógłby mnie zabić. Ale zabić mnie nie chce; zamiast tego już po pierwszym treningu podchodzi do mnie i pyta, czy mi się spodobało. W ciągu następnych tygodni nie odmawia pomocy. Zresztą nie tylko on – gdy na stronie internetowej Gwardii przeczytałem, że treningi prowadzone są w przyjaznej atmosferze, uznałem to za zwykły motywator. Okazało się to jednak prawdą – już po kilku treningach czujesz, że należysz do jakiejś wspólnoty; że jesteś wśród ludzi, którzy mają ten sam cel, co Ty. Nauczyć się boksować, poprawić swoją formę. Wykształcić w sobie charakter boksera. Znajdziesz wśród nich młodych chłopaków, dziewczyny, facetów przed sześćdziesiątką.

fot. Tomasz Woźny

Już po miesiącu czuję, że zrobiłem postępy. Mój lewy prosty, najważniejszy cios w boksie, zaczyna funkcjonować tak jak trzeba. Podczas piątkowych sparingów zadaniowych, które wykonujemy na 1/3 siły, czuję, że czasami ten lewy prosty trafia kumpla tam, gdzie powinien. Kumpel mówi o tym Damianowi. Umawiam się więc z Damianem na kolejny sparing… i dowiaduję się, że mój lewy prosty nic nie znaczy. Po trzech rundach nie mam siły. Obrywam ciosy na korpus, gdy zasłaniam głowę, i ciosy na głowę, gdy bardziej chronię korpus. Lewy sierp dochodzi celu – przez moment staram się przypomnieć sobie, jak się nazywam. Damian wyciąga rękawicą ochraniacz na szczękę i mówi: „Trafiam tylko tam, gdzie się odsłaniasz. Trzymaj gardę”. Więc trzymam gardę.

Trudno mi uwierzyć w jego zapewnienia, że trenuje dopiero od 4 lat, i to z roczną przerwą. Wygląda, jakby urodził się na sali bokserskiej, jakby to na niej spędzał każdą wolną chwilę. Gdy pytam go o powody tej przerwy, odpowiada, że nie mógł się odnaleźć po śmierci swojego pierwszego trenera Mariana Rudego. To brzmi nieprawdopodobnie, ale wiem, że jest prawdziwe. „Trenuję nie dla siebie, a dla niego” – tłumaczy Damian. Między trenerami a pięściarzami często rodzą się relacje ojciec – syn. Damianowi brakowało ojca, więc odnalazł go w swoim nauczycielu. Utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że dla niektórych boks to coś więcej niż zwykła bójka. Ale o tym możesz się przekonać dopiero, gdy zaczniesz trenować.

Runda 3:
Trening boksera
Floyd Mayweather Jr., bokser, którego wszystkie walki znam na pamięć, potrafi obudzić się w środku nocy i zacząć trenować. Bernard Hopkins, najstarszy mistrz świata w historii, przez dwa lata chodził z piłką przyciśniętą brodą do klatki piersiowej, by wyrobić w sobie nawyk niskiego trzymania głowy. Mike Tyson odkrył w więzieniu, że karaluchy są świetnym źródłem białka. Gdyby wypytać bokserów o ich zwyczaje treningowe, można by dowiedzieć się wielu dziwnych i ciekawych rzeczy.

Treningi komercyjne, prowadzone przez Dimę Lenkova, 7-krotnego mistrza Białorusi, odbywają się trzy, czasem cztery razy w tygodniu. W poniedziałek w parach ćwiczymy kombinacje ciosów. Jedna osoba z pary wciela się wtedy w rolę trenera i ustawia rękawice, jakby były tarczami. Po gwizdku oznaczającym koniec 3-minutowej rundy trener przedstawia kolejną kombinację. Dwa lewe proste, prawy na dół. Lewy na lewy. Lewy prosty, zejście, prawy na dół, lewy sierp. Potem kilka rund na worku, skakanka, rozciąganie i kilkanaście minut doskonalenia techniki przed lustrem. Po godzinie jedyne, o czym marzysz, to prysznic, woda i posiłek, którym uzupełnisz zapasy glikogenu w mięśniach. O ile wciąż o jakichś zapasach może być mowa.

Środa to trening kondycyjno-siłowy. Kilkanaście (bywa, że nawet i 24) stacji. Typowo bokserskie ćwiczenia, jak uderzanie młotem w oponę albo pompki z piłką lekarską, składają się na dwa obwody. Pierwszy wykonujemy w rytmie: 30 sekund ćwiczenie, 30 sekund odpoczynek. Drugi skracamy o połowę. Na początku kusiło mnie, by trochę oszukiwać: zacząć sekundę, dwie później i kilka sekund wcześniej kończyć. I z 1/4 minuty robi się 5 sekund. Ale to na nic: możesz oszukać trenera, wszystkich wokół, ale nie siebie. Każda urwana sekunda wydłuża o godziny Twoją drogę do celu, do lepszej formy. Wszystkie ćwiczenia wykonujemy z małym obciążeniem, ale w wysokim tempie. Co z tego, że jesteś w stanie wycisnąć – siedząc – sztangę, na którą założyłeś kilka ciężkich talerzy, skoro czujesz pieczenie w obręczy barkowej po paru minutach wyprowadzania lekkich ciosów? Po dwóch pełnych obwodach następuje chwila przerwy, po której masz ochotę pójść do szatni, ale zamiast tego owijasz dłonie bandażami, nakładasz rękawice i podchodzisz do worka, w który uderzasz przez 10 półminutowych rund. Jeszcze bardziej marzysz o szatni, ale wybierasz skakankę, później rozciąganie, chwilę walki z cieniem. Chyba nigdy po takim treningu nie spałem krócej niż 9 godzin.

fot. Tomasz Woźny

Piątkowy trening to 6 rund sparingu zadaniowego. Zasadą jest, by uderzać maksymalnie na 1/3 siły (prawą ręką). To dlatego nie nosimy ochraniaczy na głowę. Poza tym jesteśmy tu po to, by się czegoś nauczyć, a nie po to, by się bić. Przez kilka miesięcy nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś celowo chciał zrobić komuś krzywdę. Trudno mi ją sobie nawet wyobrazić. Oczywiście, sparujemy mocniej i w kaskach, ale generalna zasada nigdy się nie zmienia.

Jeśli trening odbywa się też w sobotę, powtarzamy na nim ten środowy, ale zmniejszając obciążenie. Po wykonaniu dwóch obwodów doskonalimy z trenerem technikę. Pozostałe dni to albo regeneracja, albo trening siłowy lub kondycyjny we własnym zakresie. Początkowo po każdej sesji na Gwardii byłem następnego dnia tak zmęczony, że nawet nie myślałem o żadnej aktywności fizycznej. Ale w pewnym momencie doszło do tego, że około godziny 19. organizm stawał się dziwnie niespokojny i domagał się wysiłku. Zacząłem więc w dni „wolne” odwiedzać siłownię, by trenować dynamicznie w wysokim tempie z małym obciążeniem, biegać (10 km) lub pływać na basenie (60 minut). Przestałem też rozstawać się ze skakanką, a Gonna Fly Now z Rocky’ego ustawiłem jako budzik w telefonie.

Runda 4:
Proste zasady
Przed każdą walką sędzia ringowy zaprasza bokserów na środek ringu i przypomina im, że mają ochraniać się przez cały czas. Do tej zasady sprowadza się cały boks. Pamiętaj o niej, a wszystko będzie dobrze. I nie zapomnij o zadawaniu ciosów – bez tego nie wygrasz walki. Od zawsze chcę to słynne „Protect yourself at all times” usłyszeć na własne uszy.

Z głośników leci soundtrack do Rocky’ego i Kickboxera. Podczas przerw między rundami albo kolejnymi ćwiczeniami muzyka motywuje Cię, by nie rzucić rękawic w kąt. Ale gdy przerwa się kończy, przestajesz ją słyszeć. Musisz maksymalnie się skupić, by nie popełnić błędu. Jak ten najprostszy, czyli ustawienie nóg w jednej linii. Takie ustawienie powoduje, że łatwiej Cię przewrócić, więc rozstaw stopy szerzej, zwracając uwagę na to, by podczas zginania nóg oba kolana kierować „do wewnątrz”. Pamiętaj, że to nogi rządzą korpusem, a nie na odwrót. Cały czas trzymaj gardę i pilnuj się, by wrócić do pozycji od razu po zadaniu ciosu. To właśnie w tej chwili jesteś w największym niebezpieczeństwie – chwila nieuwagi i narażasz się na kontrę, która może skończyć zabawę. Takich informacji podczas pierwszego treningu usłyszałem jeszcze wiele. Pamiętam, że pomyślałem wtedy, iż przydałby się notatnik i długopis, by to wszystko spisać. Trener co chwila mnie poprawiał, a ja zastanawiałem się, jak trudno wyprowadzić cios! Często podczas oglądania walk nabijałem się z bokserów. Ale gdy po kilku treningach złapałem się na tym, że zapominam zadawać cios z wydechem, zrozumiałem, że boks wcale nie jest łatwy.

Ostatni gong
Zaczepia mnie jakiś gość. To ten moment, w którym mam ochotę sprawdzić, czego nauczyłem się na Gwardii. Więc sprawdzam: nauczyłem się, że czasami nie warto wyprowadzać ciosu.

PM
(Tekst w zmienionej formie ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Men’s Health” nr 02/12, s. 52-59).

PS. Treningi w Gwardii Wrocław: http://boksgwardia.pl/
strona MH: http://www.menshealth.pl/

Materiał „przedrukowany” za zgodą w celach promujących boks, a nie zarobkowych.

Tak to wyglądało w papierze:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.