Nie mam kaca, chociaż w sumie trochę tak

Andrzej Gołota prowadził po piątej rundzie u dwóch sędziów, trzeci widział w ringu remis. Kilkadziesiąt sekund później sędziowie nie musieli jednak martwić się już o punktację. Wyręczył ich nie tyle Przemysław Saleta, co sam Los.

Po wczorajszym wieczorze muszę uporządkować kilka rzeczy:

tak wyglądaliśmy wczoraj, fot. jerryfergusonphotography/cc

tak wyglądaliśmy wczoraj, fot. jerryferguson photography/cc

1. To się musiało tak skończyć, jeśli wierzyć w istnienie tworu zwanego przeznaczeniem. Kariera Gołoty naznaczona jest bardziej hasłem „porażka” niż „sukces”. Skoro ta walka miała być jej ukoronowaniem, wynik inny niż sromotna klęska nie wchodził w grę.

2. Hollywood nie kupi tej historii, bo nie ma w niej szczęśliwego zakończenia. Polskie kino sobie z tą historią nie poradzi. National Geographic o pomoc też nie ma co prosić; znamy ich profesjonalizm w kontakcie z polskimi katastrofami.

3. Gołota padał po ciosie, ale Przemysław Saleta swoją masą trochę mu w tym pomógł. To był benefis, sędzia mógł sobie nawet darować liczenie i uznać, że Andrzej po prostu się potknął. Nie takie rzeczy widziały polskie i niemieckie ringi.

4. Przemysław Saleta pokazał się z naprawdę dobrej strony. Był solidny. Bił kombinacje. Swoje przyłożył, swoje zebrał. Może naprawdę być z siebie zadowolony. Miły koniec kariery. Ogromny plus za słowa po walce (że Andrzej to i tak numer 1).

5. To nie była dobra walka. Jednocześnie jednak to była wielka walka. I wielkie zaskoczenie. Spodziewałem się tempa konwersacyjnego, a tu panowie postanowili wyprowadzać ciosy w liczbie dużo.

6. PPV nie jest takie złe. 40 złotych to nie są duże pieniądze. Zwłaszcza gdy weźmiesz pod uwagę fakt, że dwa razy tyle wydajesz podczas gali na piwo i/lub pizzę. Chcesz zaoszczędzić? To odpuść pizzę.

7. PPV jest fajne. 40 złotych to nie są duże pieniądze. A w zamian dostajesz brak reklam między rundami, wywiady przed i po, relacje z szatni, te sprawy. Wspierasz też w jakiś sposób boks i portfele paru osób. I świat się kręci.

8. KSW – organizator – umie robić gale. Polsat umie je realizować telewizyjnie. Dobrze się to, kurcze, oglądało.

9. Pas Polsatu… To akurat nie jest dobry pomysł.

10. To była naprawdę dobra gala. Kilka dobrych walk, zwłaszcza Kamila Łaszczyka (brawko Kamil!) z Krzysztofem Cieślakiem. Walki Sulęckiego i Sęka też bardzo na plus. Zimnoch – ładny nokaut, szkoda, że przeciwnik nie zmusił go do czegokolwiek.

10+. Polsat Boxing Night to dobra robota. Mam nadzieję, że na następny taki wieczór nie będzie trzeba czekać trzech lat. I że Andrzej nie wróci już między liny.

PM

Reklamy

Dlaczego nie jesteśmy w Hali Stulecia

Walka o mistrzostwo świata WBC powinna przyciągać tłumy. Takie wydarzenie na papierze wygląda przecież lepiej niż najbardziej bzdurny mecz w polskiej ekstraklasie. Tylko na papierze. Gdyby przyjrzeć się głębiej, walka Krzysztofa Włodarczyka z Francisco Palaciosem więcej z polską piłką ma wspólnego, niż by się mogło wydawać. Jedno i drugie po prostu ssie.

Lubię oglądać rewanże. Spotkanie w ringu, które przynieść ma (choć nie zawsze przynosi) odpowiedź na pytanie, który z dwóch pięściarzy tak naprawdę jest tym lepszym, budzić może spore emocje. Pamiętacie szał na dekodery przed drugą walką Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowem? No właśnie.

Dlaczego więc nie będzie mnie dzisiaj w Hali Stulecia, chociaż tramwajem dojechałbym tam w dwadzieścia pięć minut? Bo to za daleko. Bo nawet do telewizora, by go włączyć, mam za daleko, jeśli chodzi o gale Wojak Boxing Night.

Mogę oczywiście długo tłumaczyć, skąd ta moja niechęć, ale to bezcelowe. Wystarczy powiedzieć, że przeciwnik dla jednego z bokserów dzisiejszej gali pojawił się chyba ze dwa dni temu. Szkoda wydawać kasę, by coś takiego zobaczyć, naprawdę. Walka wieczoru będzie nudna, nieciekawa, bzdurna. Włodarczyk bije się po prostu średnio, żaden z niego mistrz, chociaż ma pas. Jest belt holderem, a nie championem, że się tak wyrażę. Poprzednim razem wyprowadził w stronę Palaciosa chyba troszkę ponad 200 ciosów. Jeśli dzisiaj wygra, nic to nie zmieni. Jeśli przegra, również. Po prostu olać sprawę.

PS. Plus dla organizatorów, że robiąc galę we Wrocławiu, nie zapomniało o wrocławskich pięściarzach. I dwa: kibicuję Kamilowi Łaszczykowi. Żałuję, że dostał tak średniego przeciwnika, ale sparing niedaleko domu na pewno nie wyjdzie mu na złe. Tak naprawdę to chciałbym za kilka lat pójść we Wrocławiu na galę, której głównym wydarzeniem będzie walka Kamila.

PM