5 bokserów, którzy muszą powiedzieć sobie „dość”

Grzegorz Markowski śpiewał, że trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niestety do tej prostej prawdy nie zastosowało się paru wielkich bokserów. I choć ich walki są już policzone oni zdają się nie przyjmować tego do wiadomości. Oto bardzo subiektywna lista pięściarzy, którzy dla własnego dobra powinni zawiesić rękawice na kołku.

1.Erik Morales – legenda latynoskiego boksu i pierwszy Meksykanin, który był mistrzem w czterech kategoriach wagowych. Do historii przeszły jego trzy walki z Marco Antonio Barrerą  a potem z Mannym Pacquiao. Kto nie widział niech ogląda:

Najpiękniejsze w stylu „El Terrible” jest to, że kiedy czuł się zraniony … atakował. Zawsze kiedy dostał mocny cios, chciał od razu oddać. Do czasu ostatniej walki. Danny Garcia trafił go potężnym lewym sierpowym, aż Morlales zrobił piruet zanim wylądował na deskach. „El Terrible” nie powinien już walczyć. Dobra wiadomość jest taka, że on sam też o tym wie i już zapowiedział, że stoczy jeszcze tylko jedną pożegnalną walkę        w swojej rodzinnej Tijuanie.

2.Roy Jones Jr. – odwrotnie niż Erik Morales Roy nie uświadomił sobie jeszcze, że czas na zejście ze sceny już minął. Niektórzy mówili mu o emeryturze już w 2004 roku, kiedy w przeciągu 4 miesięcy Jonesowi przytrafiło się najpierw to a później to. Wielu ludzi        w boksie zadaje sobie pytanie dlaczego Roy Jones wciąż boksuje? Znokautowany ostatnio przez Denisa Lebiediewa i Dannego Greena przestał być obiektem pożądania dla telewizji. Co mu pozostało? Kolejne „tournee” po Europie i walka z lokalnymi pięściarzami. Szkoda tylko trwonić własną legendę na takie cele. Obecnie Roy Jones Jr. jest w trakcie swojego muzycznego tournee po Rosji i zapowiedział, że chciałby „stoczyć jeszcze trzy walki”. Jako kibic mogę mieć tylko nadzieję, że za parę lat nie będzie mówił jak Riddick Bowe a na życie będzie zarabiał jako komentator.

3.Evander Holyfield – kliniczny przypadek, który w porę nie zdał sobie sprawy, że to koniec. Niedawno stuknęła mu 50. I już miał ogłaszać zakończenie kariery, był dosłownie o włos, ale stało się coś czego nie można było przewidzieć. Evander „Jedno Ucho” obudził się rano, przemyślał wszystko raz jeszcze i postanowił, że to jeszcze nie koniec.

Evander Holyfield. 50 – latek – fot. flckr.com: World Series Boxing/CC

Od lat „Holy” dobija się o szanse walki, z którymś   z braci Kliczków, ale szanse na to są bliskie zeru (choć moim zdaniem Evander dałby sobie radę gorzej niż J.M. Mormeck). Wyrok na Holyfielda już zapadł; starzy pięściarze są jak modelki, nikt nie chce płacić za ich oglądanie. Na nieszczęście pieniędzy Holyfield potrzebuje jak powietrza: właśnie złożył w sądzie pozew o wstrzymanie licytacji pamiątek bokserskich, wśród których są m.in. rękawice, którymi znokautował Mike`a Tysona. Mam nadzieję, że ta chodząca legenda      i jedyny bokser, który czterokrotnie zdobywał tytuł mistrza świata wagi ciężkiej pewnego ranka obudzi się i uzna, że ma już dość walki za pieniądze.

4.Shane Mosley – jak powyżej. „Sugar” zanotował porażki w 3 z ostatnich 4 walk. Po laniu od Saula Alvareza zapowiedział, że kończy z boksem, ale cały czas pojawiają się plotki, że chce spróbować jeszcze raz. O nadziejach na sprowadzenie Mosleya do Polski i zorganizowanie walki z Jonakiem pisaliśmy już tutaj. Mam nadzieję, że nie spotka go los Roya Jonesa i nie stanie się obwoźną atrakcją na europejskich galach.

5.Hasim Rahman – 22 kwietnia 2001 roku sensacyjnie znokautował Lennoxa Lewisa i … od tego momentu liczy, że uda mu się powtórzyć ten, historyczny prawy sierpowy. Niestety. Hasim Rahman od 12 lat walczy ze zmiennym szczęściem zarówno w Europie jak i w USA. Ostatnią szansą na dużą walkę był pojedynek z Aleksandrem Powietkinem. Znokautowany w drugiej rundzie Rahman przez większość pojedynku trzymał się lin i wyglądał źle, jak tylko może wyglądać 40 – latek w ringu.

Pamiętam, że kiedy sędzia przerwał walkę, zadałem sobie pytanie: jego sztab musiał przecież wiedzieć w jakiej jest formie dlaczego więc pozwolili mu wejść na ring?

TT

Mosley vs. Jonak, czyli bezsenność Promotora

Wiadomość z ostatniej chwili. Szef KnockOut Promotion, Andrzej Wasilewski, ma problemy ze snem. Jak donosi „Dziennik Zachodni”: Wasilewski spać nie może       z ekscytacji, bo chciałby znów zrobić coś dobrego dla polskiego boksu.

Shane Mosley Fot. flickr.com: Mandee Johnoson/CC

Przyczyny tej przypadłości okazują się czysto zawodowe. Promotor bez ciągnięcia za język wygadał się, że nie śpi bo ma marzenie. Marzy o pojedynku, którym zachwyci się każdy kibic boksu, ba cała Polska nawet. Przechodząc do sedna: Wasilewski chce sprowadzić nad Wisłę samego Shane Mosleya              i wystawić go do walki z Damianem Jonakiem!
Promotor jest więcej niż podekscytowany, bo to przecież dla naszego nadwiślańskiego bokserskiego zaścianka wiadomość nie z tej ziemi. Każdy z nas, który boks ogląda i ma się za kibica, powinien być Promotorowi wdzięczny. Wcześniej Roy Jones Jr. teraz Mosley – czapki z głów, tylko czekać i zbierać pieniądze na kolejne, polskie PPV!
Ok. Dość żartów. Wbrew pozorom chcielibyśmy, żeby lewy-na-lewy był miejscem gdzie boks traktuje się poważnie. A marzenie Andrzeja Wasileskiego o sprowadzeniu do Polski kolejnej legendy zawodowego boksu wzbudzają we mnie emocje tylko i wyłącznie negatywne.
Na początek załóżmy, że nikt nie lubi być traktowany jak idiota. Dlaczego miałby więc wydawać pieniądze na pojedynek, który ze sportowego punktu widzenia nie ma sensu? Gale z udziałem podstarzałych i (wybacz Shane) skończonych bokserów to sprawdzony sposób na łatwe pieniądze. Scenariusz jest prosty: supergwiazda walczy  z „lokalsem”, trybuny zapełnione, PPV sprzedane, pełen sukces. Tego typu pojedynki niebezpiecznie zbliżają boks do wrestlingu. Sport schodzi na drugi albo trzeci plan, bo liczy się show.

Wolałbym żeby Damian Jonak, którego uważam za bardzo utalentowanego pięściarza, stoczył pojedynek, którzy realnie zbliży go do walki o mistrzowski pas. Od lat słyszymy, że Damian jest już blisko, że pnie się w górę rankingu a walk o tytuł dalej nie widać. Póki co   w swojej kategorii wagowej wg. Boxrec Jonak zajmuje 40. miejsce. Przed nim znajduje się co najmniej tuzin bokserów z Europy z którymi mógłby walczyć. Ale nie. Po co bić się  z młodymi, dobrymi? Pieniędzy w tym nie ma a porażki nie można wykluczyć.

Shane Mosley jest legendą. Oby wytrzymał na emeryturze i nie poszedł drogą Roya Jonesa Jr. Nie wiem czy Damian Jonak mógłby go pokonać. To zależy tylko i wyłączne od Mosleya i tego czy wziąłby tą walkę na serio. Nie wiem czy ten pojedynek dojdzie do skutku. Wydaje mi się, że boks byłby lepszy gdyby Andrzej Wasilewski przestał o tym myśleć. Będzie lepiej i dla Jonaka i dla Mosleya.

TT