Waga ciężka żyje i ma się dobrze!

Od lat wszyscy powtarzają, że waga ciężka „jest nudna” i „nie ma kogo oglądać”. Taka opinia jest w dobrym tonie, szczególnie w USA. Ktoś kto ją wypowiada zostaje od razu przyjęty do grona znawców dyscypliny. Widocznie się nie znam, ale jestem innego zdania.

21 czerwca 2003 roku. Wtedy zdaniem większości kibiców skończyła się waga ciężka. Tego wieczora w Los Angeles zmierzyli się niekwestionowany mistrz świata wagi ciężkiej Lennox Lewis i Witalij Kliczko. Minęło więc ponad 9 lat od momentu kiedy rywalizacja      w królewskiej kategorii przestała przykuwać uwagę świata.

Chris Arreola boleśnie przekonał się kto rządzi w ciężkiej – fot. flckr.com:The Daily SportsHerald/CC

Amerykanie, przyzwyczajeni do faktu, że sukces w boksie wiąże się z występami na terenie USA oraz uznaniem ze strony amerykańskich ekspertów i publiczności, doszli do wniosku, że waga ciężka przestała istnieć. Bracia Kliczko uznawani są za zło konieczne: nie dość, że nie walczą w Stanach, to jeszcze nie dają zarabiać amerykańskim promotorom   i telewizjom!

Wszyscy czekają więc aż coś się wydarzy. Kliczkowie się zestarzeją             i odejdą, a mistrzowskie pasy wrócą do Ameryki. Błąd! Świat się zmienił i nic nie będzie takie samo. Wszystkim, którzy tęsknią za „wielkimi latami wagi ciężkiej” oznajmiam, że lata 90. dawno                   i bezpowrotnie minęły. Trylogia Holyfielld vs. Bowe się nie powtórzy, Mike Tyson nie odgryzie nikomu ucha, a Andrzej Gołota (niestety) jeszcze raz nie spierze Riddicka Bowe.

Prawdziwi kibice boksu nie powinni jednak narzekać. Królewską kategorię czekają tłuste lata; może nie z punktu widzenia rynku amerykańskiego, ale Euro już dawno stoi lepiej niż dolar. W ciągu następnego roku o swoją szansę na walkę o tytuły mistrzowskie na pewno upomną się Brytyjczycy: Tyson Fury i David Price.  Fury 1 grudnia miał zmierzyć się w oficjalnym eliminatorze WBO z Denisem Bojcowem. Price niedawno znokautował Audleya Harrisona. Ostatniego słowa nie powiedział również Derek Chisora.

Coraz większe znaczenie mają bokserzy ze wschodniej Europy. Rosjanie: Aleksandr Powietkin (WBA wyznaczyła oficjalny termin, w którym musi dojść do jego walki                z Władimirem Kliczką) i Dennis Bojcow. Bułgar Kubrat Pulew (zajmuje 4. miejsce        w rankingu boxrec) pokonał ostatnio Aleksandra Ustinowa.

Amerykanie, choć na horyzoncie nie widać kogoś kto mógłby zdominować najcięższą kategorię, mają paru obiecujących pięściarzy: Chris Arreola, jeśli zwycięży w następnym pojedynku, zyska status oficjalnego pretendenta do tytułu WBC. Seth Mitchell regularnie występuje na antenie HBO i też jest blisko walki o pas Witalija Kliczki. Na dalekim zapleczu czai się zaś Deontey Wilder, który sparował ostatnio z Władimirem Kliczką.

Żaden z wymienionych pięściarzy (za wyjątkiem Powietkina) nie przekroczył jeszcze trzydziestki. Mamy więc stado młodych wilków i każdy z nich będzie musiał prędzej czy później zmierzyć się z kimś o nazwisku Kliczko. Zanim jednak to nastąpi muszą walczyć między sobą.

Waga ciężka nie umarła w 2003 roku. Żyje i ma się dobrze. Jest po prostu inna. Nie ma w niej heroicznych bojów i pamiętnych trylogii, tylko solidni młodzi bokserzy i dwóch dominujących mistrzów. Amerykanie powinni oswoić się z tą sytuacją, bo na zmiany się nie zapowiada.

TT

Reklamy

Witalij Kliczko bokser, nie polityk

Nie będę się cieszył, kiedy zostanie posłem albo wejdzie do rządu. W ogóle nie będę się cieszył z jego sukcesów politycznych. Nie teraz. Vitali Kliczko powinien dalej boksować. Dla własnego dobra.

Według najnowszych sondaży partia Witalija Kliczki UDAR jest trzecią siłą w nowym ukraińskim parlamencie. Polityczna wartość czempiona WBC rośnie teraz z dnia na dzień, a poparcie jego ugrupowania może zadecydować o tym kto stanie na czele nowego rządu.

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Nie wiem czy Witalij Kliczko wejdzie do rządu. Może zostanie ministrem? Wiem natomiast, że lepiej byłoby gdyby nadal boksował. Boję się, że w parlamencie mistrz skarleje. Wciągną go w polityczne gierki i brudne sojusze. Trudno znaleźć dziedzinę tak biegunowo różniącą się od boksu jak polityka. Tam nie czekają go chwalebne zwycięstwa i wielkie nokauty, tylko przepychanki na mównicy (choć nie wiem kto odważy się rzucić mu wyzwanie) i ciosy poniżej pasa. Wśród karłów nawet olbrzym wydaje się być mniejszy.

Witalij Kliczko nie zawiesi jednak rękawic na kołku tak szybko jak mogłoby się wydawać. Parę tygodni przed wyborami media obiegła wiadomość, że kończy karierę sportową. Dzień później „dr Stalowa Pięść” tłumaczył, że został źle zrozumiany i nie kończy             z boksem. Znając już wyniki wyborów powiedział: „Nie jestem w tej chwili gotowy na ogłoszenie emerytury. Przede mną jedna, może dwie walki. Po tym odejdę i zostanę politykiem”. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że ukraińscy bracia podpisali kontrakt z telewizją RTL na 5 kolejnych walk. To pozostawia nadzieję, że ukraiński czempion zmierzy się jeszcze z Davidem Hayem (Haye twierdzi, że umowa na walkę jest podpisana a starcie odbędzie się w 2013 roku). Wbrew pozorom w wadze ciężkiej jest z kim walczyć, są m.in. brytyjscy giganci Fury i Price.

Tak czy inaczej, Kliczko – polityk czai się tuż za rogiem. Wiadomo, że nie zadowoli się rolą zwykłego posła, ma rozpoznawalną twarz i nazwisko znane na całym świecie. Jego ambicje sięgają fotela prezydenckiego. Musimy zadać sobie więc pytanie: co dalej           z wagą ciężką? Witalij, detronizując w 2003 roku Lennoxa Lewisa, był i pozostaje numerem jeden w wadze ciężkiej. Dotąd nikt go nie zastopował, ani razu nie wiedziałem żeby był choć bliski porażki. Kto będzie rozstawiał po kątach kolejnych contenderów? Tę rolę z pewnością weźmie na siebie Władimir. Ale on nie ma wokół siebie tej groźnej aury, nie patrzy na przeciwników jakby chciał ich złamać w pół.

Będzie nam brakować Witalija Kliczki.

TT