Zero wszechmogące

Zero w rubryce „porażki” jest cenne, ale czy warto je chronić za wszelką cenę? Jeśli wstęp na bokserski Olimp mają tylko niepokonani, to musi być to bardzo dziwne miejsce, skoro siedzi tam Sven Ottke, a Muhammad Ali musi stać pod drzwiami.

floyd

Floyd w drodze po 44 wygraną – fot. rocklive.com / CC by John Shahidi

W listopadzie 1965 roku bliżej nieznany Joey Archer pewnie pokonał legendarnego Sugar Ray’a Robinsona. Była to 19 porażka w rekordzie zawodnika, którego uznaje się dziś za jednego z najwybitniejszych pięściarzy w historii sportu. 200 walk, 19 przegranych. Jeśli w boksie naprawdę chodzi tylko o to, żeby nie przegrać, to Robinson wyraźnie nie rozumiał reguł tej gry.

Trochę historii. „Klub zero” skupia pięściarzy, którzy byli w stanie przejść na emeryturę z nienaruszonym rekordem. Najbardziej zanany przedstawiciel to Rocky Marciano. Po piętach depcze mu Joe Calzaghe. Później jednak jest już tylko gorzej: Samson Dutch Boy Gym (43-0), Sven Ottke (34-0), Michael Loewe (28-0), Edwin Valero (27-0), George Kandelaki (24-0) itd. Nie jest to raczej pierwszy sort Bokserskiej Galerii Sław.
No to jak to jest z tym „zerem” w rekordzie? Jest ważne, bardzo ważne, czy nie ma znaczenia?

To już zależy od czasów, o których rozmawiamy. Znaczenie „0” rosło bardzo powoli, ale w ostatnich kilkunastu latach po prostu eksplodowało. Przenieśmy się do XXI wieku. „44 próbowało. 44 nie dało rady” – znamy to. Od lat Floyd Mayweather Jr. powtarza, że skoro od 17 lat nie znalazł pogromcy, to musi być więc największy. „Niepokonany” to kluczowe słowo w marketingowym arsenale The Money Teamu. Słynne „0” ma ogromną siłę i prawdopodobnie jego wartość przekracza kilkanaście milionów dolarów.
Tymczasem dawne wartości, bokserski old school, mówił, że trzeba szukać wyzwań    z kategorii arcytrudnych, nawet jeśli skazują Cię na pożarcie, bo tylko takie pojedynki przechodzą do historii. Jak bardzo ucierpiałaby reputacja Sugar Raya Leonarda, gdyby nie wyzwał Marvina Haglera?  Dawniej, kiedy marketing był na usługach sportu, ale nim nie władał, nikomu by do głowy nie przyszło, by chronić pięściarza przed wyzwaniami. Te czasy oczywiście już nie wrócą. Teraz bardziej ceni się pięściarzy ze sztucznie nadmuchanymi rekordami i mistrzów, którzy pasy zdobyli na mocy decyzji federacji.

Floyd Mayweather jest wielkim mistrzem i genialnym bokserem. Ale dla dobra sportu  i przede wszystkim swojej własnej historii musi przestać wierzyć we wszechmogącą moc zera. Pozostało mu tylko 5 walk.

TT

A czy Ty, Floyd, czegoś się dziś nauczyłeś?

Czy ktoś wie, jaka jest różnica pomiędzy Floydem Mayweatherem Jr. a Barnardem Hopkinsem? Ten drugi miał świadomość, że aby przejść do historii, musi mierzyć się z coraz to nowymi wyzwaniami. Floyd wciąż jeszcze myśli, że liczy się tylko zero w rubryce „porażki”.

b-hop

B-Hop 6 razy schodził z ringu pokonany fot. flickr.com by cliff1066/CC

Ci, którzy śledzą dokonania Hopkinsa, wiedzą to już od dawna. Ja w pełni zrozumiałem dopiero w niedzielę rano. Jego cała kariera sprowadza się do stawiania sobie wyzwań z kategorii niewykonalnych. Po zwycięstwie nad Tavorisem Cloudem B-Hop pochylił się nad linami i zapytał komentującego walkę dla telewizji HBO Andre Warda: „Czego się dziś nauczyłeś?”.

Chwilę później, kiedy wchodził na konferencję prasową, dziennikarze wstali i, klaszcząc, oddali szacunek 48-latkowi, który po raz kolejny dokonał niemożliwego. Odpowiadając na pytania, Hopkins powiedział: „History outlasts money”. Prosta recepta na przejście do historii sportu. Bo boks, jak mało która dyscyplina, nagradza tych, którzy nie bali się podjąć ryzyka. Nawet jeśli przegrywali.

Ten i wiele poprzednich występów Hopkinsa sprawiło, że pomyślałem o najlepszym obecnie bokserze bez podziału na kategorie wagowe. Floyd Mayweather Jr. jest geniuszem. W ringu potrafi zrobić wszystko. Szkoda tylko, że bał się podjąć ryzyka i dalej nie chce położyć na szali „0” w rekordzie. Barnard Hopkins przegrał dotąd 6 razy i żadna z tych porażek nie jest w stanie odebrać mu statusu legendy. Więcej, B-Hop jest wielki właśnie dlatego, że ryzykował i przegrywał.

Parę lat temu Floyd miał okazję zmierzyć się z Mannym Pacquiao i nie tylko dostać największą gażę w historii sportu, ale też udowodnić wszystkim, że nikogo nie unika. Nie skorzystał z tej okazji. Uznał, że nie musi i jest ponadto. Podobnie było w 2006 roku, kiedy zrezygnował z walki z Antonio Margarito i gwarantowanych 6 mln $ na rzecz łatwej wygranej z Carlosem Baldomirem (ręka do góry, kto na tej walce nie usnął). Strach nie ma tu nic do rzeczy. Floyd pewnie rozebrałby Margarito na kawałki i spokojnie wyboksował Pacmana.

Do końca kariery Floyda pozostało nie więcej niż 6 pojedynków. Pozostaje mieć nadzieję, że któryś z nich sprawi, że kiedy najsłynniejszy obywatel Grand Rapids w Michigan będzie wprowadzany do bokserskiej galerii sław, nie pojawią się głosy „mógł walczyć z tym czy tamtym”, albo „co by było, gdyby się zmierzyli”. Wyzwań przecież nie brakuje: Canelo Alvarez, Sergio Martinez, może nawet Adrien Broner? Pięściarz o umiejętnościach Floyda Mayweathera mógłby wygrać z każdym z nich.

Jeśli Floyd Mayweather oglądał walkę Barnarda Hopkinsa, to widział jak przechodzi się do historii. Wszyscy kibice boksu mogą więc z nadzieją zapytać „Czy Ty, Floyd, czegoś się dziś nauczyłeś?”.

TT

Na luzie: dlaczego Floyd nie płaci kartą?

Floyd Mayweather Jr. nosi przy sobie tylko gotówkę. Dużo. Czasem 500 tys. Czasem okrągły milion. Zarobił i ma do tego prawo. Zastanawiam się tylko dlaczego? Czemu nie płacić kartą, albo czekiem? Po co nosić ze sobą tyle pieniędzy w papierze? Ani to lekkie, ani poręczne. Takie, wydawać by się mogło, racjonalne argumenty mogą przemawiać to śmiertelników takich jak my. Ale uwierzcie mi, Floyd Mayweather Jr. nie jest jednym z nas.

Floyd ma bardzo konkretne powody żeby nosić przy sobie dużo gotówki. To nie jest tania fanaberia, wymysł obrzydliwie bogatego sportowca. Po pierwsze ma firmę do rozkręcenia. The Money Team Promotions to przedsięwzięcie na dorobku i potrzebuje stałego dopływu gotówki. Floyd na pieniądzach się zna, więc wie, żeby firma była traktowana była poważnie potrzeba dobrej atmosfery. W powietrzu musi unosić się zapach forsy.

Po drugie. Bawiliście się kiedyś w klubie płacąc kartą? Mało to wyszukany pomysł. A Floyd lubi się bawić z fantazją. Musi być gotówka. Papier jest zdecydowanie bardziej wszechstronny, niż plastik: można go podpalić, rzucić pod nogi striptizerkom, albo użyć zamiast tortu urodzinowego.

"Pieniądze" lubią spokój - fot. http://instagram.com/floydmayweather

„Pieniądze” lubią spokój – fot. http://instagram.com/floydmayweather

Za ostatnie dwa pojedynki otrzymał w sumie 85 mln $. Kiedy siedział w więzieniu prestiżowy miesięcznik „Forbes” ogłosił go najlepiej zarabiającym sportowcem 2012 roku. W styczniu ubiegłego roku miał zgłosić się ze szczoteczką do zębów przed bramą zakładu penitencjarnego w Nevadzie. Jego adwokaci przekonali jednak sąd do przesunięcia terminu odbywania kary tak, aby Mayweather mógł stoczyć walkę                  z Miguelem Cotto. Sąd wziął pod uwagę argument, że gospodarka stanu Nevada wzbogaci się w ten sposób o ok. 100 mln $.

To, że Floyd rozrzuca, pali albo śpi na gotówce wcale nie oznacza, że leczy kompleksy, bo w dzieciństwie dostawał małe kieszonkowe. Po prostu wie co przyciąga uwagę. Jest pierwszym pięściarzem, który postanowił, że pieniądze staną się jego znakiem rozpoznawczym. Mayweather Jr. jest biznesmenem i dla niego najlepszy jest ten, kto najwięcej zarabia. Aby osiągnąć ten status nie wystarczy być najlepszym pięściarzem. Sam boks, nawet w wykonaniu Floyda, elektryzuje stosunkowo niewielu. Tymczasem studolarówki poukładane w równe stosy robią wrażenie na wszystkich. To gwarantuje zainteresowanie prasy, kliknięcia w Internecie i tysiące kolejnych lajków na Facebooku. Przekonajcie się sami; zobaczcie ile komentarzy zamieszczono pod filmem, na którym Floyd po prostu liczy pieniądze.

Boks od zawsze był i pozostaje starciem osobowości. Każda generacja potrzebuje sportowca, który skupi na sobie uwagę milionów. Ostatnim, któremu ta sztuka się udała był Mike Tyson. W XXI wieku jest to Floyd Mayweather Jr. Można go kochać, można nienawidzić, ale nie sposób przejść obojętnie.

TT

P.S. Inspiratorem tego wpisu jest P.M., który jako pierwszy zadał tytułowe pytanie.

5 bokserskich hitów, które trzeba zobaczyć w 2013 roku

Bokserskie hity są jak hollywoodzkie kino, bo choć kręcimy nosem, że więcej tu show businessu niż sportu, to i tak je oglądamy. Schowajmy jednak artystyczne ambicje do kieszeni i zobaczmy pięć najbardziej oczekiwanych pojedynków 2013 roku.

1. Floyd Mayweather Jr. vs. Saul Alvarez

Fot. Strona oficjalna Canelo, http://www.saulcaneloalvarez.com/

Fot. Strona oficjalna Canelo, http://www.saulcaneloalvarez.com/

Starcie młodej meksykańskiej gwiazdy z królem pay per view to potencjalnie największy pojedynek, na jaki stać zawodowy boks. Oczekujemy go tym bardziej, że jego prawdopodobieństwo (ze względu na to, że Floyd jest de facto zawodnikiem Golden Boy Promotions) jest duże. Nim do tego jednak dojdzie, Canelo i Floyd stoczą po jednej walce w maju       z nieznanymi jeszcze przeciwnikami. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, obaj powinni zmierzyć się w weekend meksykańskiego święta niepodległości, czyli w połowie września 2013 roku. Stawka może być naprawdę wysoka: zwycięzca stanie się z miejsca zunifikowanym mistrzem kategorii junior średniej (Canelo jest posiadaczem pasa WBC, Floyd WBA). W kategoriach biznesowych ten pojedynek jest skazany na powtórzenie finansowego sukcesu gali Mayweather vs. Cotto z 5 maja 2012 r. (czyli 1,5 mln sprzedanych PPV).

2. Manny Pacquiao vs. Juan Manuel Marquez V

Kiedy 8 grudnia widziałem, jak Manny Pacquiao pada bez życia na deski, do głowy mi nie przyszło, że ktoś mógłby nawet myśleć o kolejnym starciu. Tymczasem nie minęło kilka dni i Pacquiao vs. Marquez V stał się jednym z najbardziej oczekiwanych pojedynków 2013 roku. O tym, dlaczego ta walka jest potrzebna zarówno Filipińczykowi, jak i Meksykaninowi, pisaliśmy tutaj. Pojawiają się co prawda informacje, że Marquez nosi się z zamiarem zakończenia kariery, ale nie z nami te numery. Jeszcze nie widziałem, żeby jakikolwiek pięściarz zrezygnował z wypłaty rzędu 15 milionów dolarów.

Kadry z Pacquiao - Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Kadry z Pacquiao – Marquez III, fot. flickr.com by Nobong/CC

Starcia pięściarzy o tak dramatycznej wspólnej historii to właściwie samograj i jego finansowy sukces wydaje się przesądzony. Bo w końcu kto nie chce poznać odpowiedzi na pytania: czy Pacquiao rzeczywiście jest skończony, czy Marquez potwierdzi, że jest lepszy, a może w poprzednim pojedynku miał tylko szczęście? Podsumowując: Pacquiao vs. Marquez V to absolutny hit bokserskiej jesieni 2013.

3. Wtalij Kliczko vs. David Haye

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Witalij Kliczko Fot. flickr.com: Vuxicon/CC

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że umieszczanie wśród najbardziej oczekiwanych walk 2013 roku starcia z udziałem wygadanego Brytyjczyka, który skompromitował się w starciu z Władimirem,           a potem nadąsany ogłosił swoją emeryturę, jest po prostu niepoważne. Ale przeanalizujmy sytuację na spokojnie. Witalij Kliczko jest jedną nogą na emeryturze, pozostała mu ta jedna, ostatnia walka. Człowiek, który w 2003 roku zdetronizował Lennoxa Lewisa, musi pożegnać się z ringiem w wyjątkowy sposób. A jedynym przeciwnikiem, który jest w stanie zbudować historię tego pojedynku, jest Haye. Po pierwsze: Witalij wciąż ma ochotę odpłacić mu za prowokacje sprzed walki z Władimirem, a szczególnie za słynną koszulkę z pourywanymi głowami braci. Po drugie: latem tego roku Haye znokautował Dereka Chisorę, z którym Witalij męczył się 12 rund. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na zakończenie kariery niż konferencja prasowa po znokautowaniu Anglika.

4. Sergio Martinez vs. Julio Cesar Chavez II

To pojedynek, wobec którego mamy najwięcej wątpliwości. Mówiąc wprost: Chavez Jr. na niego nie zasłużył. Nie dość, że walczył słabo, to na dodatek był spalony! Problem polega na tym, że na horyzoncie nie widać dobrego przeciwnika dla Sergio Martineza. Każdy kibic boksu na pewno chętnie obejrzałby starcie Martinez vs. Alvarez albo Martinez vs. Mayweather Jr., ale szanse na zmaterializowanie się tych pojedynków są w 2013 roku bliskie zeru. Biorąc pod uwagę, że ktoś będzie w stanie zmusić Chaveza do treningów i ciężkiej pracy, to stoczy on późną wiosną pojedynek rozgrzewkowy. Jeśli znów się nie skompromituje, to można poważnie myśleć o rewanżu. Choć ze sportowego punktu widzenia nie ma to większego sensu, to biznesowo ta walka musi się sprzedać. A jeśli są w tym pieniądze, to jest w tym sens …

5. Nonito Donaire vs. Abner Mares

W kategorii do 122 funtów, ten pojedynek to absolutny hit. Na szali byłyby pasy: WBC i WBO. Zarówno Donaire, jak i Mares są u szczytu możliwości i w ciągu ostatnich dwóch lat pokonali dosłownie wszystkich czołowych zawodników w swojej wadze. Publika za Oceanem chce tej walki, tym bardziej, że byłby to kolejny rozdział w trwającej wojnie meksykańsko – filipińskiej. Jest jednak duże „ale”. Donaire to zawodnik Top Rank, Mares należy do Golden Boy Promotions. W epoce zimnej wojny między tymi promotorami, szanse na zorganizowanie wspólnego pojedynku maleją do zera. Donaire straci w tej sytuacji najmniej, on może zawsze zmierzyć się z Guillermo Rigondeaux (też Top Rank). Szkoda tylko, że przez głupotę Aruma i de la Hoi, kibice boksu nie obejrzą świetnego pojedynku.

P.S. Niedługo P.M. przedstawi bokserskie „kino niszowe”, czyli listę pojedynków, na które zacierają ręce tylko najbardziej wybredni kibice pięściarstwa.

TT

Boks – raj dla dopingowiczów

Nie wiem czy Mariusz Wach rzeczywiście był na dopingu. Wiem jednak, że pięściarze biorą i nie muszą się bać, że ktoś ich złapie. Jedno  jest pewne: na walce z dopingiem powinno najbardziej zależeć samym bokserom.

 fot. flckr.com: Jaszek/CC

fot. flckr.com: Jaszek/CC

Nie wiem czy Mariuszowi Wachowi udowodnią stosowanie dopingu, Jeśli tak, znajdzie się w niezłym towarzystwie. Andre Berto, Lamont Peterson, Antonio Tarver to tylko najbardziej znani  zawodnicy, który wpadli w 2012 roku. Ilu nie złapano? Nie wiem, ale boks to wymarzony sport dla dopingowiczów, bo na generalną rozprawę z niedozwolonymi środkami raczej nie ma co liczyć.

 

Wyjaśnijmy: żadna z mistrzowskich federacji, ani komisje stanowe, które sankcjonują pojedynki, nie wymagają od pięściarzy poddania się jakimkolwiek testom antydopingowym przed walką (o badaniach wyrywkowych, w trybie olimpijskim nawet nie wspominając). Badania są przeprowadzane, tylko po pojedynku. Tymczasem, to właśnie testy podczas obozu przygotowawczego mają kluczowe znaczenie. Znający się na rzeczy specjaliści potrafią skutecznie zataić długotrwały doping nawet na parę godzin przed testem; dlatego badania przeprowadzone tylko raz i to po walce są bezużyteczne. Przypomnijcie sobie sprawę Armstronga; wystarczyło, że dostał cynk na godzinę albo dwie przed kontrolą, żeby uniknąć wpadki. Teraz pomyślcie, co można zrobić z kondycją, wytrzymałością i ciałem boksera podczas trwającego 6 tygodni obozu! Całe tygodnie, podczas których nie trzeba zawracać sobie głowy niezapowiedzianymi nalotami. Szczególnie dzisiaj, kiedy zapanowała moda na tzw. „trenerów od przygotowania fizycznego”, trzeba uważnie przyglądać się metamorfozie jaką dosłownie w ciągu kilku miesięcy jest w stanie przejść ciało boksera.

Obecnie nikt nie ma interesu w ściganiu dopingowiczów. Przykład? Andre Betro wpadł w maju. Pod koniec listopada już był w ringu i zarobił ponad milion dolarów. Tłumaczył się jak zwykle: „dosypali mi coś”. Ostatecznie wszyscy byli zadowoleni: zarobił sam pięściarz, jego promotor, komisje stanowe na federacji sankcjonującej pojedynek kończąc.

W obecnej sytuacji, bokserzy sami muszą troszczyć się o swoje zdrowie. Nie mogą liczyć na promotorów. Promotor ma doprowadzić dwie strony do podpisania kontraktu i zarobić na tym pieniądze. Jedyne co mogą zrobić zawodnicy to np. jak Floyd Mayweather Jr. wprowadzić do kontraktów zapisy o obowiązkowych wyrywkowych testach olimpijskich.

Boks to niebezpieczny sport, bo oszuści, bardziej niż gdziekolwiek indziej, mogą narazić życie innych zawodników. Dlatego sprawa dopingu ma tu szczególne znaczenie; nie chodzi tylko o uczciwość wobec kibiców, tu chodzi o zdrowie samych pięściarzy. Jak powiedział kiedyś Mike Tyson: można grać w piłkę nożną, można grać w koszykówkę, ale nie mona „grać” w boks.

TT

5 przeciwników dla Floyda Mayweathera Jr.

Floyd Mayweather Jr. od września cieszy się wolnością i jak sam mówi nie myśli      o boksie. Boks myśli jednak o nim. Zastanówmy się więc głośno, kto mógłby być jego następnym rywalem. Oto 5 naszych typów.

fot. flckr.com, by SportsAngle.com/CC

Floyd Mayweather Jr. walczy kiedy ma na to ochotę, albo kiedy czuje że ma coś do udowodnienia. Ponieważ już dawno temu sam uznał siebie za absolutny numer 1, to nie ma co się dziwić, że po prostu ignoruje zaczepki kolejnych pięściarzy. Nie daje się zmusić do walki, bo, jak twierdzi, nie musi niczego udowadniać. Poniżej przedstawiamy 5 nazwisk, które    w 2013 roku mają szansę skusić króla rankingu P4P do powrotu na ring.

1.Saul „Canelo” Alvarez

22 – letni Meksykanin we wrześniu był gwiazdą wieczoru podczas prestiżowej gali organizowanej z okazji meksykańskiego święta niepodległości. Tym samym zyskał status supergwiazdy, który uprawnia go do walki z „królem PPV”. Po drugie: jest atrakcyjny   z finansowego punktu widzenia; ma za sobą całą latynoamerykańską publiczność, która jeśli wierzyć badaniom, coraz chętniej wykupuje transmisje PPV. Kolejny atut po stronie Alvareza to Golden Boy Promotions, która była współpromowała ostatnie 3 gale Mayweathera. Waga również nie powinna być problemem. Zarówno Floyd jak i Canelo ostatnią walkę stoczyli w kategorii do 154 funtów. Alvarez wydaje się więc najmocniejszym kandydatem do walki z Floydem w 2013 roku.

2. Miguel Cotto

Ewentualny rewanż zależy od tego, czy Cotto 1 grudnia poradzi sobie z wymagającym Austinem Troutem. Jeśli tak, stawką pojedynku mógłby być pas WBA kategorii junior średniej. Pierwsza walka Mayweather – Cotto 5 maja tego roku przekroczyła oczekiwania większości kibiców i ekspertów. Floyd wygrywał rundy, ale był przyparty do lin,                w defensywie (tam czuje się najlepiej) i co najważniejsze nie dał zady zdominować Portorykańczyka. Wielu kibiców miało wrażenie, że wynik punktowy był zbyt jednostronny na rzecz Floyda. Czy jest w tym potencjał na rewanż? Myślę, że tak. Czy ta walka się sprzeda? Oczywiście! A skoro są w tym pieniądze, to jest też sens.

3. Timothy Bradley

Z punktu widzenia finansowego, to mniej atrakcyjne nazwisko niż Alvarez czy Cotto. Bradley ma jednak atut w postaci zwycięstwa nad Mannym Pacquiao. „Zwycięstwa”, które dodajmy, w cuglach zwycięży w rankingu najbardziej niesprawiedliwych werdyktów 2012 roku. Nie ma to jednak znaczenia; wynik poszedł w świat. Oficjalnie Bradley wygrał. Teraz, biorąc pod uwagę jak bardzo Floyd troszczy się o swoją spuściznę, zastanówmy się czy kiedy już zakończy karierę, nie chciałby pochwalić się zwycięstwem nad „pogromcą” swojego największego rywala, czyli Mannego Pacquiao? Walka z Bradleyem może być pożyteczna tylko jako kolejny mały punkt w rozgrywce przeciw Filipińczykowi.

4. Andre Berto

Berto od lat pozostaje w czołówce kategorii półśredniej – waga nie stanowi więc problemu. W dodatku nie jest związany z nemezis Floyda, czyli Bobem Arumem. Po cichu mówiło się nawet, że Berto podpisze kontrakt z 50 Centem i stanie się częścią stajni The Money Team. Berto jako Amerykanin, znany tamtejszym kibicom mógłby również całkiem nieźle sprzedać „walkę” na PPV. Dodatkowo Andre ma siłę                      i dostateczną szybkość, aby postawić Floydowi na tyle trudne warunki, aby uczynić walkę ekscytującą. Dla Floyda to dość „bezpieczna” walka, która będzie możliwa tylko    w przypadku jeśli Berto upora się z Robertem Guererro.

5. tak, Manny Pacquiao

Wciąż wierzę, że może do niej dojść choć argumenty na „nie” przeważają. Po pierwsze: Money nie będzie współpracował z Bobem Arumem. Po drugie jest przekonany, że starcie z Mannym Pacquiao nie jest mu do niczego potrzebne; przecież wiadomo, że jest najwybitniejszym bokserem swojego pokolenia. Mówi się też, że Mayweather i Pacquiao w końcu spotkają się w ringu, bo na szali jest zbyt dużo pieniędzy. Kiepski argument, biorąc pod uwagę, że Floyd może walczyć raz w roku i wciąż być najlepiej zarabiającym sportowcem na świecie. Do tej walki może dojść wtedy i tylko wtedy, kiedy będzie tego chciał Floyd Mayweather Jr.

TT