Życie pięściarza jest tanie

FIGOsport.de„Magomed będzie żył”. „Rozpoczynamy rehabilitację”. „Będzie dobrze”. To tylko niektóre opinie na temat stanu Magomeda Abdusalamowa, który podczas listopadowego pojedynku z Mikem Perezem doznał nieodwracalnych uszkodzeń mózgu.

Prawda jest taka, że wcale nie będzie dobrze. Thomas Hauser (autor wydanej właśnie po polsku biografii Muhammada Alego) opisał kilka dni temu stan rosyjskiego pięściarza na łamach boxingscene.com. Magomed przebywa na oddziale rehabilitacji Helen Hayes Hospital w Nowym Jorku. Relacja nie pozostawia wątpliwości: „lewa strona czaszki jest groteskowo zniekształcona. W miejscu gdzie przeprowadzono kraniektomię jest krater wielkości piłki tenisowej”. Podczas kraniektomii część kości czaszki zostaje na trwałe usunięta, aby umożliwić dostęp do mózgowia. Hauser pisze: „Magomed oddycha przez rurkę umieszoną w krtani. Jego oczy nieruchomo wpatrują się w ścianę. Nie wiadomo, co, jeśli w ogóle coś, jest w stanie do niego dotrzeć. Żyje”.

Przed pojedynkiem z 2 listopada, oczekiwania wobec obdarzonego nokautującym ciosem i dążącego do wymian Magomeda były wysokie. Sięgały nawet walki o mistrzostwo świata. Teraz jego życie zawęziło się do szpitalnego łóżka.

Magomeda czeka rehabilitacja. Oddział na którym przebywa zajmuje się skutkami urazów mózgu takimi jak: zaburzenia mowy, ruchu, zaniki pamięci oraz umiejętności poznawcze, czy emocjonalne. Miesiąc leczenia kosztuje rodzinę Abdusalamowa 51 tys. dolarów. W jego przypadku rehabilitacja to bardzo relatywny termin. Nawet długotrwałe leczenie nie gwarantuje, że kiedykolwiek będzie w stanie coś powiedzieć, albo zrobić kilka kroków.
Dla kibiców boksu najważniejsze pytanie powinno brzmieć: kto jest odpowiedzialny za stan, w którym znalazł się Magomed Abdusalamow? Stanowa komisja bokserska? Sędzia? Lekarz ringowy? Trener? A może sam pięściarz?

Najłatwiejsza odpowiedź brzmi „w boksie takie rzeczy się zdarzają, a zawodnicy wiedzą, że wchodząc do ringu narażają się na utratę zdrowia”. Ok, ale zrzucając winę na samą istotę zawodowego boksu, wybielamy wszystkich, których prawnym obowiązkiem jest zmniejszyć ryzyko odniesienia kontuzji.

Komisja stanu Nowy Jork mogła zażądać, aby natychmiast po walce przewieźć Abdusalamova do szpitala. Nie zrobiła tego. W szatni po walce badało go dwóch lekarzy i żaden nie powiedział „proszę natychmiast jechać do szpitala”. Wreszcie kiedy narożnik podjął decyzję, że trzeba jechać do szpitala, żaden lekarz, ani przedstawiciel komisji nie wezwał karetki. Półprzytomny Mago w asyście menadżera, wyszedł po prostu przed halę Madison Square Garden i załapał taksówkę!
Ringowy lekarz przez 10 rund przyglądał się jak lewa strona twarzy Magomeda przybiera groteskowy wyraz i nie zrobił nic. Sędzia powinien być kimś więcej niż tylko widzem. A co do reakcji narożnika, to kiedy trener parokrotnie pyta zawodnika czy wszystko ok, a ten mu nie odpowiada, coś jest nie tak.

Okoliczności w jakich Magomed Abdusalamow doznał obrażeń obciążają konto sankcjonującej pojedynek komisji stanu Nowy Jork, sekundantów, lekarzy i sędziego mającego za zadanie opiekę nad pięściarzami, a także telewizji HBO, która transmitowała galę. Wszyscy z osobna wzięli za ten pojedynek pieniądze, ale największy rachunek zapłacił Mago i jego rodzina.

***
Thomas Hauser kończy swój tekst cytatem z Bernarda Hopkinsa, który może służyć za przykład jak mimo ponad 20 lat na ringu dbać o swoje zdrowie. „Teraz wszyscy mówią jak bardzo dbają o zdrowie i bezpieczeństwo pięściarzy. Ale to tylko gadanie. Większość traktuje nas, pięściarzy, jak bydło. Nikt nie myśli o kontuzjowanym bokserze. To nie ich ojciec. To nie ich mąż. Walka zakończona – a oni już myślą o następnej. Wszystko inne mają gdzieś”.

TT

Reklamy

Syn legendy może więcej

jccJulio Cesar Chavez Jr. nie będzie się nawet wysilał i podczas piątkowego ważenia przed pojedynkiem z Brianem Verą nie wniesie na wagę umówionych 168 funtów. Nie musi. Ma przecież bogatego promotora i słynne w całym Meksyku nazwisko.

Sytuacja wygląda następująco: Chavez i Vera mieli zmierzyć się w limicie 168 funtów. Dla Very to pierwsza „wycieczka” do kategorii superśredniej, ale obóz Meksykanina nalegał, bo Julio wracał po dłuższej przerwie, a jego problemy nadwagą były powszechnie znane. Podpisano więc kontrakt na 168 funtów. Ale na trzy dni przed ważeniem Chavez Sr. powiedział, że syn jednak nie zmieści się w limicie i walka odbędzie się w limicie 173 funtów. Bob Arum (promotor Chaveza) nabrał wody w usta i wydukał coś o porozumieniu między obozami.  Fani boksu, nie zdziwcie się więc jeśli za chwilę okaże się, że Vera został dodatkowo opłacony, aby tylko zgodzić się na walkę z ociężałym Chavezem.

To wszystko wydaje się nawet śmieszne, gdyby nie było tak smutne. Oto najbardziej rozpieszczone dziecko boksu zawodowego, syn legendy, Julio Cesar Chavez Jr, nie musi przestrzegać żadnych reguł. Nie trzymałeś się diety, nie zrobisz wagi? Nie ma problemu! Co więcej, całą sytuację milcząco aprobuje telewizja HBO, która od dawna transmituje wszystkie pojedynki Juniora, choćby ten bił się z kierowcą taksówki. Nazwisko Chavez wciąż bowiem sprawia, że słupki oglądalności rosną.

Lista przewin Chaveza stale się wydłuża. Najpierw nie musiał się nawet fatygować, żeby zostać mistrzem, bo federacja WBC wielkodusznie mu ten pas wręczyła (odbierając go Sergio Martinezowi,  pełnoprawnemu królowi kategorii średniej). Później – za pośrednictwem telewizji HBO – cały świat zobaczył jak kompletnie zlekceważył przygotowania do walki z Martinezem: opuszczał treningi, objadał się itp. Na domiar złego testy wykazały, że podczas obozu przygotowawczego palił trawę.

Szkoda, że na wszystkim tracą fani boksu. Nie tak powinny wyglądać pojedynki transmitowane przez ekskluzywną telewizję jaką jest HBO. Jedyną nadzieją na sprawiedliwość będzie postawa Briana Very. Jest doświadczonym bokserem i jeśli nie przytłoczy go waga Chaveza, może pokusić się o wygraną. I tego mu życzymy!

TT